fbpx

Czy różni się turystyka od podróżowania? Czym jest doświadczenie podróży?

Czy różni się turystyka od podróżowania? Czym jest doświadczenie podróży?

Podróż to pewien logistyczny proces, który sam w sobie tworzy przygodę. Podróż ma swój cel do którego dążymy i to ten cel różni podróż od turystyki. Najeździłem się na tyle, by wiedzieć, że najprawdziwsza podróż jest nieobliczalna – oprócz planowania i ładnej pogody, składa się z licznych korekt, opóźnień, załamań pogody, kłopotów ale i wszystkich możliwych niespodzianek. Prawdziwa podróż jest nastawiona nie jedynie na branie ale na wzajemne dawanie. Jest w kontrze do turystyki, która z założenia ma w ofercie gotową iluzję, za którą musimy tylko zapłacić. Podróż uczy jak faktycznie wygląda odległy świat, dając przy okazji możliwość przyjrzenia się własnemu Ja i sprawdzenia siebie w każdej możliwej sytuacji. Jest ona świadomym aktem wymagającym zdrowia, siły, czasu, pewności siebie, zaufania, optymizmu, ogromnej ciekawości i pokładów miłości. Kiedy którejś z tych cech nieoczekiwanie zabraknie, może okazać się że nie potrafimy jej sprostać i nie jest tak udana jak zakładaliśmy.

Mimo że podróżnicy uważani są za twardogłowe indywidua trzymające się własnych opinii, to poprzez doświadczenie podróży jest to "kasta" niezwykle otwartych, a przede wszystkim wrażliwych ludzi. Podróżnicy bywają uważani za śmiałków, a niektórzy mają skłonność do generalizacji, której sam staram się wyzbyć. Nie zawsze ta sztuka mi wychodzi, ponieważ opisując własną podróż, niezwykle trudno porzucić oceny, gdyż są one wytworem tego co oko widziało, a ucho słyszało. Tak działają zwykle podróżnicy, opisujący świat przez własne doświadczenia. Wielu z nich jest natchnieniem dla innych osób, ułatwiającym realizację marzeń, czasem bywają inspiracją do czyjegoś odrodzenia.

Nie umiem podróżować bez aparatu, bez niego czuje się niekompletny – jednak wiele osób unika robienia zdjęć twierdząc że to czynność która rozprasza. Jest to prawda, ale uważam, że w podróży warto robić wiele zdjęć ,bo jedno zdjęcie bywa więcej warte niż tysiąc słów. Fotografie są prawdą podróży, to one zatrzymują wspomnienia, będąc drogą do refleksji kierującej nas na niezauważone wcześniej detale. Poprzez zdjęcia sami się obnażamy, pokazując świat swoich wartości będący prawdą o nas samych i są niemal curriculum vitae duszy fotografa.

Podróżowanie dziś stało się wygodne. Zwykle z rezerwą patrze na miejsca które odwiedzałem pierwszy raz kilka lat temu i w nich poznawałem smaki tułaczki a dziś stały się ucywilizowanymi centrami turystycznymi. Zastanawiałem się, czy każde miejsce dawnej podróży zastąpi masowa turystyka. Na szczęście stwierdziłem, że jednak nie. Bo przecież podróż jest naturalną czynnością, która nigdy nie wyginie bo jej składowe to przemieszczanie, obserwacja i dialog. Tak więc wystarczy wybrać samemu inne miejsce, bo to my jesteśmy decydentami podróży.

W Wietnamie poznałem Mai z grupy etnicznej Czarnych Hmong – kobietę która pomogła mi i moim towarzyszom poznać górskie rejony Wietnamu. Byliśmy z nią na dwudniowym trekkingu, gdzie - oprócz zdjęć - chciałem poznać jej świat oraz marzenia. Mai mieszka we wiosce, której nie ma na mapie, na północ od miasta Sapa. W jej domu nie było luksusu, ale wiedziałem że to dobra wiadomość, bo luksus często zagłusza percepcję, a w zbytku nie zauważa się wiele i zanika potrzeba poznawania świata. Spędziliśmy z nią trzy dni widząc jak pięćdziesięciokilogramowa kobieta nosi na swoich plecach trzydziestokilogramowy worek ryżu. Poznaliśmy jej dzieci wieku 4-10 lat, które ostatnio coraz częściej zmuszone są same zostawać w domu. Ich tata jest poważnie chory i leży w oddalonym o 300 km szpitalu, a na co dzień opiekuje się nim właśnie Mai. Dzieci same gotują, chodzą do szkoły, piorą i ogarniają dom – w wieku 10 lat są już dorosłe. Zapewne gdybym nie poznał Mai mogły by one, zostać naszymi przewodnikami mówiącymi gdzie warto pojechać, co zjeść, jak się ubrać i zapewne wstrzyknąć we mnie jakiś osobliwy ładunek mądrości. Taka jest podróż – pokazuje nam świat nie zawsze w kolorach, a takie jak to spotkanie prowadzi czasem do przewartościowania swojego własnego życia bo zawiera odpowiedzi na szereg pytań.

W domu Mai mieszkaliśmy trzy dni. Kiedy w ostatnim dniu żegnałem się z nią ze łzą w oczach powiedziała, że jest jej bardzo przykro, że więcej nie może mi nic dać i pokazać. Dzwoniła do mnie jeszcze kilka razy podczas podróży przez Wietnam martwiąc się, czy wszystko u nas w porządku. Ostatniego dnia pobytu w Wietnamie miałem się z nią spotkać, gdyż przez kilka dni u chorego męża w szpitalu wyszywała mi wzory Hmongów. Niestety mąż był na tyle chory, że nie mogła go zostawić samego. Spotkanie musi poczekać na inną podróż do Wietnamu.

Nie planowałem spotkania z Mai, nie planowaliśmy spania w jej domu. Jednak wszyscy byliśmy szczęśliwi, trafiając w to miejsce którego nie ma na mapie i do osób których nikt nie widział na zdjęciach – ale takich właśnie spotkań i sytuacji dostarczają podróże, które bardzo się różnią od turystyki.