fbpx

kontakt@pozatrasa.pl
+48 22 350 73 46

Korea Północna – wspomnienia z podróży

Dziwne napięcie, cisza i brak emocji u spotykanych ludzi, towarzyszyły mi podczas spotkania z Koreą Północną. To najbardziej zagadkowy kraj świata – dla mnie takim był i nim pozostanie. To kompletnie inna galaktyka, do której odbyłem we wrześniu 2019 roku trwającą zaledwie dziesięć dni podróż. To nie wiele. Z drugiej strony wystarczająco, aby zrozumieć, czym jest wolność i szczęście a czym iluzja, w której trzeba żyć.

Taka wyprawa stawia wiele pytań, ale czy w swej enigmatyczności pozwala zrozumieć całe to doświadczenie? Warto próbować, jednak dróg do zrozumienia jest niewiele. Potrzeba czasu. Zbyt dużo w tym kraju niespotykanych widoków, zwyczajów i konwenansów. Wszystko po takim wyjeździe wymaga dyskursu, bo nie tak szybko można zrozumieć kraj, mający w rządzie nieżyjącego prezydenta? Czy potrafimy ogarnąć kraj, w którym kościołem jest wódz zachowujący się jak cesarz, któremu przypisane zostały cechy boskie? Czy w końcu można pojąć kraj funkcjonujący jak całodobowy zakład wychowawczy? Tych znaków zapytania jest wiele. Podróż do Korei Północnej zostawia w człowieku niezliczoną ilość refleksji. Każdy je będzie mieć i ja również mam. To dobrze, bo są one naprawdę unikatowe a przede wszystkim bardzo pouczające.

Mimo tego, co słyszymy w mediach, warto pofatygować się do Korei Północnej. Tak. Jest to możliwe! Bezpieczne! Wielce ciekawa to podróż! Żadna inna, nie odsłoni tak klarownie mechanizmów działających i rządzących w świecie, o których my w wolnej Europie zapominamy. Mowa o systemie manipulacji, zakłamywania, propagandy i tym, co może mieć miejsce już tylko we wschodniej Azji – absolutnym kulcie jednostki. Można powiedzieć, że w stopniu mniejszym bądź większym, podobne mechanizmy istnieją i u nas, jednak w żadnym innym kraju świata, nie są one tak wyolbrzymione, jak w Korei Północnej.

Poza politycznymi wzmiankami, o kraju tym bardzo mało wiadomo. To terra incognita, nieprzyjazna ziemia dla biznesu oraz podróżnika, relikt zimnej wojny. To jeden z sześciu krajów na świecie (obok Chin, Laosu, Wietnamu, Kuby i Wenezueli), w którym dalej istnieje komunizm, ale aby uściślić Korea Północna to de iure republika socjalistyczna, a de facto dyktatura monopartyjna partii komunistycznej z gospodarką centralnie planowaną.

Kraj od lat jest zamknięty na wszystkie spusty. Mało kto umie o nim rozmawiać. Niemal każdy, gdy usłyszy nazwę Korea Północna – zaczyna się krzywić, a to dlatego, że nic o tym kraju nie wie. Większość ma jedynie świadomość, że dzieje się tam źle, ale to stwierdzenie jest nieprecyzyjne i nic nie wyjaśnia. Tak więc skąd zdobyć jakiekolwiek informacje o Korei Północnej, skoro nawet podróżnicy omijają ten kraj łukiem? Jedynym pozapolitycznym źródłem informacji o nim, są przekazy osób, które z niego uciekły lub tych, które go odwiedziły.

Wyjazd do Korei to oczywiście temat delikatny i wielce kontrowersyjny. Jeśli jednak macie własną filozofię podróży, myślicie podobnie jak ja, i chcecie tam jechać, to nic nie stoi na przeszkodzie. W większości na wyjazd decydują się osoby o dość oryginalnych zainteresowaniach lub tak zwani weterani podróżowania. Nam dane było przejechać znaczną część kraju – od stolicy Pyongjang (zwanego w Polsce Phenian) po krańce południowo – wschodnie oraz południowo – zachodnie. Byliśmy na lokalnych drogach, widząc miejsca, które nie były ustawkami ukazujące nam codzienność Koreańczyków. Była to wprawdzie podróż kontrolowana, ale dająca nam dowody, że żyją tam tacy sami ludzie – mający swoje marzenia, problemy codzienne, ulubione rozrywki i zabawy. Z racji długiej trasy, na koreański świat zerkaliśmy zza okien samochodu. Nie zawsze można było zatrzymać się gdzie i kiedy chcieliśmy, ale trzeba zaakceptować, że klasyczna podróż i turystyka indywidualna w Korei Północnej nie istnieją.

Jak się do takiej podróży przygotować? Sami nic nie załatwimy. Trzeba mieć wsparcie lokalnego biura podróży. Trasa zazwyczaj zaczyna się od Chin, do których w Warszawie musimy otrzymać dwukrotną wizę wjazdową. Warto zdobyć informacje jak się otrzymuje podwójną wizę o symbolu L, nie możemy przecież wjechać do Korei Północnej na wizie z jednokrotną wizą chińską, bo wtedy utkniemy w Korei na dłużej – chyba nie o to chodzi. Dalszy etap organizacyjny to odpowiednie pozwolenia, bilet kolejowy lub lotniczy do Korei Północnej. Pociąg odjeżdża z Pekinu, ale podroż jest długa, trwa ponad 24 godziny. Lepiej ruszyć pociągiem z Dandong na granicy koreańsko-chińskiej, wtedy jedziemy 9 godzin. To co, widzimy za oknami w Korei, jest cofnięciem się w czasie o dobre 50 lat. W pociągu jest wagon restauracyjny, można w nim spotkać Koreańczyków, próbować z nimi porozmawiać, choć zazwyczaj nic nie rozumieją albo boją się rozmawiać. Już od momentu przekroczenia granicy, zza okien na każdej stacji widzimy portery wielkich wodzów Korei. Od tego momentu – bądą Oni, na nas patrzeć i pouczać. Nie można uciec od ich zdjęć – Kim IR Sena i Kim Dzong Ila – są wszechobecni.
Na dworcu w stolicy kraju Pyongjangu czeka nas powitanie, ponieważ podróżowanie po Korei odbywa się pod okiem agentów biura podróży. Osoby te bywają różne – od wiekowych betonowych tajniaków w podrabianych Ray-banach po młode, ciekawe świata kobiety z torebkami Prady. Wszyscy mają taką samą historyczną narrację, z którą nie powinno się dyskutować i zadawać niezręcznych pytań.
Czy taka podróż jest uciążliwa? Nie! Przewodnicy to bardzo uprzejmi ludzie, jedyne co może dręczyć turystę to ich nadtroskliwość.

Pytanie o noclegi, wyżywienie i atrakcje, są tymi najbardziej nurtującymi. Trudno uwierzyć, ale każda odpowiedź będzie podobna – będziecie pod wrażeniem, bo wyjazd do Korei Północnej to ekskluzywna wycieczka objazdowa. W pakiecie mamy całodobowe wyżywienie, o jakim w polskich hotelach można często pomarzyć.

Korea Północna z punktu widzenia turystyki to jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Należy jednak zapoznać się z zasadami podróżowania.  Jestem organizatorem wyjazdów – w tym do Korei, o wszystkich procedurach i zasadach podróżowania informuje uczestników.

Czy w tym kraju jest cokolwiek do zwiedzania? Zdziwicie się, ale bardzo dużo – większość zabytków ma odniesienie do czasów minionych, ale w Korei wciąż obecnych. To wszechobecne pomniki, zdjęcia i cała filozofia związana z osobami Kim Ir Sena i jego następców. Korea ma urokliwą przyrodę – wystarczy wspomnieć Góry Diamentowe i zastanawiające – bo na znacznym odcinku ogrodzone płotem kolczastym –  wybrzeże Oceanu Spokojnego. Na południu wzdłuż 38. równoleżnika znajduje się Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana (DMZ). Ma długość 238 km, dzieląc obie Koree i tworząc najbardziej ufortyfikowaną granicę międzypaństwową na świecie. Na pasie szerokości zaledwie czterech km stacjonuje blisko 2 mln żołnierzy. Pomijając powyższe DMZ, to jeden z głównym punktów wycieczek po Korei (północnej i południowej). Jest to bardzo ciekawe miejsce, w którym zostaniemy zaproszeni na wykład o historii konfliktu koreańskiego. Wszędzie poza wyjątkami wskazanymi przez przewodników w Korei można robić zdjęcia (nie wolno robić zdjęć żołnierzy, obiektów wojskowych i przywódców – chyba że wydano zgodę).

Ważnymi wydarzeniami w Pyongjangu, są pokazy tańca, gimnastyki, oraz skomplikowanych układów choreograficznych. Są to widowiska o znaczeniu propagandowym. Mają ukazywać siłę Korei Północnej i rządzącej tam Partii Pracy Korei oraz pozytywne aspekty historii Korei. Z punktu widzenia turystycznego jest to spektakl unikatowy – nigdzie na świecie tak wielkiej fety na pewno nie zobaczycie. Ogrom pracy, profesjonalizm uczestników oraz choreografia nie mają sobie równych.

Niektórzy, zarzucają uczestnikom wypraw do Korei Północnej sponsorowanie reżimu. Czy to prawda – tego nie wiem, ale rzucający takie ogólniki powinni odpowiedzieć najpierw na pytanie, co zrobili dla świata, a zwłaszcza Korei, aby panujący w tym kraju stan zmienić? Sam nie jestem politykiem, ale czasem staram się coś zmienić w trudnych politycznie krajach, do których organizuje wyprawy – prawie zawsze korzystam z lokalnych przewodników, dając im pracę i samorealizację. To, co jest możliwe niemal w całej Afryce i Azji, w Korei jest niewykonywalne. Tu muszę korzystać z rządowych biur. Jednak niedorzecznym byłoby, abym kraj ten zbojkotował – to właśnie byłoby zaangażowanie polityczne.

Jedyne rzeczy, które tu mogę zrobić, to tam pojechać, wysłuchać ludzi i spojrzeć w oczy spotkanym. Dzięki mojej obecności dać pracownikom lokalnych biur podróży pracę, zarobek i napiwek, a przy nadarzającej się okazji opowiedzieć o europejskiej wolności, dzięki czemu być może rozbudzając ich świadomość.

Niestety nie mogłem pokazać Koreańczykom tego, co chciałem – zdjęć Polski, naszych miast i przyrody, a to dlatego, że to jedyny kraj na świecie bez internetu. Pierwszy raz od ponad dwudziestu-czterech lat, zostałem pozbawiony dostępu do sieci i to aż na dziesięć dni.  Dostęp do internetu (za pośrednictwem tajnego łącza z Chinami) posiadają jedynie elity państwowe oraz wyznaczone agencje handlowe. Część szkół oraz instytucje państwowe mają dostęp do intranetu zwanego Kwangmyong. O ile północna część półwyspu koreańskiego to rejon z 0% dostępem do internetu to południowa strona, od lat dzierży pierwsze miejsce świata – tutaj każdy ma (o ile chce) dostęp do internetu.

Korea Północna to także jedyny kraj świata bez anten satelitarnych, a odbiorników telewizyjnych nie da się dostroić do odbioru telewizji zagranicznej, ponieważ wszystkie są zaplombowane. Nie ma także roamingu – nie działają tu więc polskie telefony, mieszkańcy korzystają z własnych sieci, z których nie mogą wykonywać połączeń międzynarodowych. Połączenia lotnicze do Pyongjangu wykonywane są tylko z 4 miast chińskich i jeden raz w tygodniu z rosyjskiego Władywostoku. Jest to fasada absolutna. Drugi na tej liście Turkmenistan może jedynie „pozazdrościć” Korei Północnej skuteczności.

Tak więc spotkanie z Koreą, to jak spotkanie ludzi z innych planet – my o nich mało wiemy, oni nie mają podstawowej wiedzy o nas. Niestety nie posiadają też świadomości, czym jest wolność, jak działa internet, nie zdają sobie sprawy z dorobku kulturowego świata. Ludzie w tym kraju są pozbawieni jakiegokolwiek przekazu, a w ich telewizji newsy podają np. o głodzie, ale w Korei Południowej. Korea Północna utknęła w miejscu, stoi i stać będzie. Dziś dla turystów uchyla jedynie lufcik, bo trudno mówić o otwarciu drzwi. Mimo wszystko, wyjazd do takiego kraju uczy znacznie więcej niż wynoszona wiedza z gazet, telewizji czy filmów dokumentalnych.

Podróż przez Koreę to codzienne spotkania z obserwującymi nas trzema wodzami. Początek kultu rodziny Kimów zaczyna się od pierwszego i jedynego prezydenta Kim Ir Sena. Mianowano go po śmierci „Wiecznym Prezydentem”. Przez taki zabieg stworzono jedyną w świecie nekrokracje. Kim, Jego następca i synprezydenta – Kim Dzong Il, to postać równie boska, ale został on jedynie desygnowany na „Generała” i „Ukochanego Przywódcę”. Według przekazów Koreańczyków z północy Kim Dzong Il urodził się na szczycie góry Peaktu-San 16 lutego 1942. Mówi się, że w dniu narodzin Kim Dzong Ila pojawiła się na niebie tęcza, oraz że wszystkie zwierzęta przyszły, aby oddać mu pokłon; ptaki zaczęły mówić ludzkim głosem. Jest to oczywiście nieprawda, bo „Ukochany Przywódca”, urodził się w 1941 r. w Chaborowsku w byłym Związku Radzieckim, a więc gdyby to wyszło na jaw, nie mógłby sprawować swej władzy. W Korei jednak wszyscy wierzą w to, co przekazują lokalni historycy i lokalna telewizja, nikt z tym nie śmie polemizować.
Korea Północna, za czasów panowania tej dwójki, urosła i stała się taką, jaką znamy – nieszczęsnym, zamkniętym na wszystkie spusty krajem. Początek obowiązującego do dzisiaj totalitarnego systemu datuje się na 1967 rok. Dziś rządzi „trzeci” – Kim Dzong Un – człowiek, który każdego dnia widywany jest niemal cały czas w koreańskiej telewizji. W tym swoim monotematycznym show ukazywany jest w trakcie spotkań z rolnikami, pracownikami fabryk, ubojni świń. Zawsze „wspaniałomyślny” i „nieomylny”, pouczający i podający nowe rozwiązania. Zdumiewające, ale osoby, z którymi się spotykał, notowały wszystko to, co im przekazywał – nieważne, co, ale tak trzeba z pewnością postąpić. Życzenia wszystkich wodzów były i są traktowane jak polecenia partyjne. Naruszenie ich jest traktowanie jako złamanie dyscypliny partii, nawet jeśli są absurdalne z inżynierskiego lub ekonomicznego punktu widzenia.

Obecny przywódca Kim Dzong Un – żyjący w niespotykanym dobrobycie, w ciągu kilku lat bardzo się roztył. Jak się dowiedziałem na miejscu, to wynik przepracowania i braku snu. Choć ma niecałe czterdzieści lat, a znaczną część życia spędził w Szwajcarii to PRowo kreowany jest na swego dziadka Kim Ir Sena – często się uśmiecha i udaje, że pracuje. W Korei Północnej „nieomylność” wodza to oczywistość. Całej trójce rodziny Kimów (Kim Ir Sen, Kim Dzong Il i Kim Dzong Un) przypisywane są cechy boskie. To jedyna w historii, dynastia komunistyczna, której początki sięgają roku 1905. To w tym roku aneksji Półwyspu Koreańskiego dokonała Japonia. W tym momencie istniejące Cesarstwo Koreańskie przestało istnieć. Po kapitulacji Japonii w 1945 roku Półwysep Koreański zostaje podzielony między Związek Radziecki i Stany Zjednoczone. Dalsza historia to echa zimnej wojny i podział kraju na dwie części.

W Korei Północnej jest obecnie 108 rok, a to dlatego że od 1997 roku obowiązuje kalendarz dżucze – lata liczone są od roku narodzin ojca narodu Kim Ir Sena tj. od 15 kwietnia 1912 roku. Czym jest dżudze? – To ideologia, sposób myślenia, który jest powodem zachowania Koreańczyków oraz sytuacji w kraju. To kult jednostki, mający obsesyjny wymiar. Poruszając się po kraju, na każdym kroku można zobaczyć zdjęcia, obrazy, pomniki, które przedstawiają Kim Ir Sena i jego syna Kim Dzong Ila. Żaden Koreańczyk nie ma prawa sprzeciwić się pomysłom, które wychodzą od panującego obecnie Kim Dzong Una. Obecny przywódca jest kontynuatorem, ale i architektem sprytnego systemu, w którym reżim ma polisę ubezpieczeniową w postaci własnej broni jądrowej. Sprawia ona, że Korea Północna przynajmniej na dziś dzień, zyskuje status państwa nietykalnego, z którym liczy się nawet Ameryka. Czy ten stan długo potrwa, odpowiedz na to pytanie, znają chyba tylko Chińczycy. To oni korzystają najwięcej na obecnym stanie. Korea dla Chińczyków to bufor przed wojskami NATO, ale i rezerwuar bogactw mineralnych. Korea jest producentem żelaza i cynku, ma duże złoża węgla, fluorytu, miedzi, ołowiu, wolframu, grafitu i magnezytu. Po cichu mówi się o metalach rzadkich wykorzystywanych w przemyśle specjalistycznym. Gdyby pod górami Korei odkryto ich znaczne ilości – zapewne byłaby to kolejna katastrofa dla mieszkańców tego kraju.

W Korei Północnej trudno o odwilż na wzór europejski. Trzeba pamiętać, że jest to konfucjańska Azja, a Koreańczycy tworzą jedno z najbardziej konserwatywnych społeczeństw. To w nim nadrzędnymi cechami są hierarchiczność, centralizacja władzy, zamiłowanie do ceremoniału, posłuszeństwo i lojalność do przełożonych. A tak się składa, że dynastia Kimów a zwłaszcza Kim Ir Sen jest dla Koreańczyków wszystkim – ojcem, bogiem, dyrektorem, lekarzem, generałem, profesorem, opiekunem – jest wszechmogący i taką narrację wpaja się dzieciom od urodzenia. Szokująca jest nieustająca „opieka” Wielkiego Brata, brak świadomości młodych, inteligentnych ludzi, ich pogodzenie się z narzuconym odgórnie losem to dramat całkowitego „prania mózgu”. Dla człowieka, który wychowuje się w wolnym kraju, gdzie nie wbija się do głów takich informacji, wydaje się niedorzeczne, to w jaki sposób można wierzyć w takowe brednie. Jednak wystarczy postawić się w miejscu Koreańczyków, którzy nie mają żadnego punktu odniesienia a informacje, które posiadają, są zniekształcone. Od kilku już pokoleń są manipulowani, nie mogą myśleć po swojemu, są całkowicie ubezwłasnowolnieni.

W samej Korei na zmiany nie zanosi się, to nie jest Iran, gdzie w wyniku wyborów do rządu mogą dojść politycy umiarkowani. Tutaj nie ma wyborów, nie ma opozycji, przez co nie ma co liczyć na zmiany wewnętrzne. Kraj pozostaje w rękach jednej osoby i podległego mu wojska. W razie otwarcia kraju na świat, a także zjednoczenia – to oni stracą najwięcej. Gdzie bowiem zatrudnienie znajdą północnokoreańscy generałowie i wojskowi, co będą robić w wolnym kraju, skoro ich mózgi są zmutowane? Do zjednoczenia Korei na wzór niemiecki raczej też nie dojdzie — to zbyt duże obciążenie dla południowego sąsiada.
Korea Północna będzie więc dalej straszyć świat i południowego sąsiada, służy to jak najdłuższemu
przetrwaniu reżimu na arenie międzynarodowej. Chyba jedyną opcją są reformy, na wzór tych które miały miejsce w Chinach za czasów Deng Xiao Pinga. Polegały one na stopniowym zwiększaniu wolności
gospodarczej i osobistej, przy zachowaniu dominującej roli politycznej partii.

Korea Północna to wyjątkowy kraj na mapie podróży. Poznane przeze mnie wcześniej kraje-zagadki typu Afganistan, Turkmenistan, Erytrea, Liberia czy Republika Środkowej Afryki, nie dorównują jej w stopniu enigmatyczności. Korea Północna jest fasadą i autarkią absolutną, najsilniejszym bastionem, jaki odwiedziłem. Większego już nie będzie, bo na Korei kończy się granica pomiaru. Zatem czy warto poznać ten najbardziej zagadkowy kraj świata?

autor: Łukasz Odzimek

Zapraszamy na kolejną wyprawę do Korei Północnej! Szczegóły tutaj.