fbpx

kontakt@pozatrasa.pl
+48 22 350 73 46

Turkmenistan panorama

Turkmenistan – najbardziej zamknięty kraj świata?

Od początku istnienia, Turkmenistan rywalizuje z Koreą Północną, o miano najbardziej zamkniętego dla podróżnych kraju na świecie. To wyjątkowy kraj świata i na mapie moich podroży. To jedna z klasycznych satrapii, kraj zamknięty na świat, wpływy i obcych. Turysta poza stolicą kraju – miastem Aszchabad, jest zjawiskiem osobliwym i rzadkim niczym stado czarnych łabędzi.

Turkmenistan Aszchabad

W trakcie podroży wiosną 2019 roku, miałem okazje porównać Turkmenistan z innym, również rzekomo zamkniętym państwem – Iranem. Niebywałe – ale jak wielce różne może być zamknięcie kraju i jak różni potrafią być ludzie żyjący w szponach ideologii. Co jednak wspólne, zawsze ta ideologia czyni z ludzi, pełnych obaw i frustracji więźniów systemu. O ile w Turkmenistanie ludzie pozbawieni są jakiejkolwiek inicjatywy, żyją niemal w zamknięciu, a w jego stolicy – Aszchabadzie, wszystko jest na pokaz, to w Iranie ludzi można uznać za naprawdę światowych i wolnych. Wszyscy Irańczycy, których znam, są bardzo pomocni, stają na głowie, aby pokazać w kraju to, co jest ich dumą, spuścizną ich historii i zawsze mówią mi to samo: że to nie ich wina, że od kilka lat ich krajem rządzi kler. Są autentycznie dumni ze swojej Persji, Beludżystanu, Loristanu, Azerbejdżanu, Gilanu, Chuzestanu czy Kurdystanu, bo Iran to niemal subkontynent i konfederacja różnych ludów i państewek. Żeby tak jednak, nie słodzić Iranowi, trzeba zaznaczyć, ze Irańczycy to mistrzowie konfabulacji i kamuflażu. Z prostej igły robią widły, wszystko tak okręcą, że ciężko się połapać. No ale taka jest ich dusza i dzięki tym zdolnościom przetrwała na przykład ich religia – szyicki islam.

W Turkmenistanie jest inaczej. Bardzo komediowo, ale i depresyjnie. Ludzie mówią co im wolno powiedzieć, zachowują się jak im zezwala system, są autentycznie zastraszeni i pozbawieni inicjatywy, która jest przecież podstawą wszelkich zmian i rozwoju. 

Porównanie tych dwóch krajów prowadzi do wielu konkluzji , przede wszystkim takiej że Irańczycy to ludzie niezwykle otwarci na świat , którym narzucono siłą religie, ale konstrukcja państwa nie daje im jeszcze możliwości zmiany tego stanu… ale to kwestia czasu. Ludzie, których poznałem w Iranie miotają się w oparach ideologii upolitycznionego islamu, lecz robią wszystko, co potrafią i mogą, aby wydobyć się z tej “talibanizacji” i szponów religii – są autentycznie dumnym narodem. Turkmeni są pozbawieni jakiejkolwiek inicjatywy, żyją jak im nakazano, marzeniem ich jest pracować dla rządu, a jak wiadomo – Turkmenistan to kraj biurokratycznych ekscentryków dysponujących niezrozumiałą władzą.

Turkmenistan jako niepodległe państwo istnieje od 27 października 1991 roku. Pod względem powierzchni jest 1,5 raza większy od Polski. Jednak 80% kraju to pustynia i co najgorsze, mimo zabiegów całego świata i prób zmniejszenie dalszego pustynnienia, piachu z roku na rok jest tutaj coraz więcej. Historycznie Turkmenistan to pogranicze świata tureckich stepów Azji Centralnej – zamieszkanej przez Kazachów, Kirgizów, Uzbeków i Ujgurów oraz ludności irańskiej – Persów i afgańskich Tadżyków. Turkmenia była zawsze jedną z najbiedniejszych i najdzikszych republik byłego ZSRR – pustynną krainą wielkości Hiszpanii, dziś zaludnioną przez pięć milionów mieszkańców. Przez ponad stulecia mieszkańcy tutejsi uprawiali ziemie w oazach, zajmowali się koczowniczą hodowlą, przez co często niestety bywali niewolnikami na targach Azji Centralnej. Dziś, to także kraj zaliczany do rejonu kaspijskiego – jego znaczenie znacznie wzrosło, poprzez odkrycie olbrzymich złóż gazu ziemnego i ropy naftowej. Mimo tej zmiany, w kraju niewiele się zmieniło w ustroju, jest tutaj osobliwie – a często absurdalnie.

Przez 15 lat po upadku komunizmu krajem rządził krępy brunet o uśmiechu dyrektora kasyna czyli Saparmurat Nijazow zwany Turkmenbaszą. Była to postać nietuzinkowa – magnat o świdrowatym spojrzeniu z naznaczona postępującą chorobą umysłową – zwaną narcyzmem i paranoją. Wytworzył on odrealniony kult własnej osoby. Traktował kraj, jak własny folwark. W latach dziewięćdziesiątych Turkmenistanem dla samotnego podróżnika, był krajem praktycznie nie do pokonania – wiz nie wydawano, a wstęp mieli jedynie szemrani biznesmeni.
Nijazow może nie był tak groźny jak Stalin czy afrykański dyktator Idi Amin i Bokassa – jednak zasługuję na wzmiankę, nawet pod kątem medycznym. Publicznie zakazał noszenia brody i złotych zębów, a balet nie pojąwszy o co w nim zapewne chodzi – uznał za pornografię. Zmienił nazwy dwunastu miesięcy roku – tak że styczeń nazwany został jego imieniem, a reszcie miesięcy przydzielił imiona krewnych. Podobnie zrobił z dniami tygodnia, ulicami i innymi budynkami. W kraju podczas jego prezydentury, straszyły niezliczone pomniki wodza Turkmenbaszy – w zależności od okoliczności przedstawiające wodza jako pana biznesmena z długopisem przy biurku, dziwaka dokręcającego kurek z gazem, bądź wystraszonego wieśniaka doglądającego pola bawełny. Był wszędzie – uśmiechał się do ludu z opakowań jogurtów, masła a nawet keczupu. Jego niezliczone zdjęcia można odnaleźć dziś nawet w sieci a na jednej z książek na tytułowym zdjęciu wygląda niczym rozkapryszone rozwinięte nad wyraz dziecko, z rękami wsuniętymi do kieszeni – chyba w celu masowania się po jądrach.
W czasie jego rządów, obraz z telewizora, był niczym zdjęcie na ścianie – zawsze była tam jego ogorzała twarz, lub cala sylwetka ubrana w smoking bądź garnitur.
Turkmenbasza w telewizji mówić o czym miał – w końcu to autor ekscentrycznego opasłego dzieła nazwanego Ruhmana. Jest to „złota księga” – połączenie autobiografii, fikcji historycznej, książki kucharskiej, przewodnika duchowego i porad żywieniowych dla Turkmenów – groch z kapustą, zawierający także wiele poematów i nawiązań do Koranu. Chodziło o to aby przeczytać w życiu tylko te książkę, a dzięki niej przez życie przejść z sukcesem, nie tracąc czasu na czytanie ksiąg konkurencyjnych. Słowem: „Ruhnama” to dzieło absolutne, wszechobejmujące i po prostu nie wypadało w Turkmenistanie nie mieć go na półce. Uczyły się go na pamięć turkmeńskie dzieci, wykładowcy, cytowali je urzędnicy państwowi i uwaga nawet kandydaci na prawo jazdy. Dlaczego? Bo było to dzieło wspaniałe i kryje wiele wiekopomnych fraz, jak ta mówiąca, że „ten pierwszy je pszenicę, kto ma największe zęby”. Książka pierwszy raz przeglądana wygląda niczym ogłoszenia tupu: AAAA!!!! wzbogać się już dziś !!!! – jest najeżona wykrzyknikami. Jednak nie bez przyczyny – jak oświadczył sam prezydent Nijazow ten, kto przeczyta trzykrotnie Ruhnamę, będzie miał zagwarantowane miejsce w raju. Sam prezydent wygłosił tę mądrość w telewizji, prosząc przy okazji Allaha, aby On przyjął do siebie – najgorliwszych czytelników jego utworu. Kiedy jednak, zadano mu pytanie w jaki sposób dogadał się w kwestii miejsc w raju – spojrzał na pytającego z frustracją człowieka, który nie rozumie pytania.
Niestety nie ma tłumaczenia Ruhmany na polski – jednak wiem że jest jej przekład na japoński i zuluski co nie robi absolutnie żadnej różnicy.

Absurdów głoszonych przez przywódców Turkmenistanu nie brakowało – jednym z ciekawszych był ten że pierwszą na świecie furmankę zbudowali Turkmeni, a turkmeńskie koło nie tylko wpłynęło na rozwój handlu, ówczesnego wojska i państwa, lecz także na bieg historii i przyśpieszyło rozwój światowej nauki. Inni, ekscentryczni naukowcy udowodnili – iż to właśnie Turkmeni, odkryli Amerykę. Jednak już ci naprawdę najbardziej rezolutni naukowcy – wysunęli pogląd nadzwyczaj rozbudzający moją fantazję. A mianowicie – stwierdzili iż to Turkmeni jako pierwsi w świecie, zaczęli wytapiać kruszce. Powołali się na najstarszy turkmeński tekst – “Ergenekon” – opowiadający o tym, jak jakieś kosmiczne istoty stopiwszy ogromną górę kruszców – stworzyli świat. To był moment zero dla świata. Od tego momentu, ludzie zaczęli wychodzić z tej góry na powierzchnię ziemi – dając początek gatunkowi ludzkiemu – czyli na przykład mnie. Jest to interesujące dzieło, o dużym ładunku i potencjale, ale nie wiadomo czego.
W okresie rządów Turkmenbaszy – mimo absurdów i bezrobocia sięgającego blisko 60 procent, ludzie dostawali darmową komunikację, ogrzewanie, prąd i gaz – tym ich po części kupiono. Podobnie zaczyna się dziś w Polsce, ale jak na razie nie wiedzę na polskim rynku „równie dobrego towaru” jak wódz Turkmenów…

Wielkim bogactwem Turkmenistanu był i jest gaz. Każda osoba kupująca samochód otrzymuje od państwa po dziś kilkaset litrów paliwa lub gazu do wykorzystania przez pół roku. W przypadku wykorzystania darmowej puli litr benzyny kosztuje około 0,20 USD. Co więcej do 1 lipca 2014 roku obowiązywał właściciel pojazdu otrzymywał co miesiąc talon na 120 litrów darmowej benzyny. Gaz i ropa sprawiły, iż stolica kraju Aszchabad – niedawno pustynne morze szop i ruin, jest dziś miastem pokrytym złoconymi kopułami meczetów i czteropasmowymi jezdniami łączącymi osiedla nowych bloków. Jednak te udogodnienia są jedynie dla ludzi władzy, szerokie ulice nadal są puste bo statystyczny Turkmen spoza stolicy, nie ma samochodu ani roweru, a mieszka w szałasie, pasąc kozy w obuwiu z zużytej opony. Jednak naród turkmeński, po latach prania mózgu w okresie komunizmu, a potem Nijazowa był dumny z projektów czynionych przez prezydenta. Planował on na przykład pokrycie kraju siecią sztucznych jezior i wybudowania pałacu z lodu. Twierdził ku uciesze ludu, że jego kraj z wyczyszczonymi prze wiatr równinami, zasługuje na las – i to iglasty. Więc kiedy na ten pomysł wpadł, zaraz mianował się pierwszym leśnikiem kraju- w dowód czego, sam sadząc pierwsze wystraszone zapewne upałem drzewka na gorącej pustyni.
Większość społeczeństwa była także dumna z wybudowania w centrum stolicy gigantycznej betonowej rakiety zwieńczoną złotym Nijazowem. Pan prezydent na szczycie kręcił się więc, wokół swej osi, automatycznie obracając twarz – zawsze do słońca. Niestety, w roku 2012 kiedy byłem drugi raz w Aszchabadzie, pomnik ten na wniosek nowego prezydenta właśnie demontowano. W pewnym momencie życia prezydentowi Nijazowowi odbiło na punkcie religii. Jego życiowym marzeniem stało się uznanie go przez świat islamski – obok Jezusa i Mahometa, za kolejnego proroka – co często udowadniał w manifestach do nie wiadomo już kogo i po co , bo on już w zasadzie mógł nic nie robić i nie mówić – w kraju był święty i niezatapialny. Jednak, mimo młodego wieku, bo 66 lat – w grudniu 2006 r. Turkmenbasza nagle umarł na zawał.

Zastąpił go Gurbanguly Berdimuhamedow – niemal sobowtór poprzednika, lecz młodszy o 17 lat, przez co z wyglądu jeszcze mniej zwalisty. Nowy prezydent powoli odkręca śrubę – liczba godzin poświęconych “Ruhnamie” w szkołach zostaje ograniczona, znika kult Nijazowa, powstaje kilka kafejek internetowych, a w Aszchabadzie pojawił się pierwszy bankomat. Jednak nowy prezydent  wprowadza własne nowe pomysły. Na przykład zabronił jazdy czarnymi samochodami po stolicy Turkmenistanu, bo według władcy przynoszą one pecha. Kraj mimo zmiany władzy, wciąż jest „Absurdy- Stanem”, w internecie wszystko jest blokowane – Facebook, WhatsApp, Skype, – wszystko, nawet VPN! Jeszcze nigdy tyle się nakombinowałem, aby zrealizować marzenie połączenia ze światem… Jak podają statystyki, stolica jego widnieje w księdze rekordów Guinnessa z największą liczbą zdobionych marmurem budynków. Łącznie w Aszchabadzie jest ich 543, a gdyby zliczyć łączną powierzchnię zużytego surowca, to byłoby to około cztery miliony kwadratowe. W stolicy nawet krawężniki – nie wiadomo po co, ale są wykonane z marmuru.

Kraj co roku wydaje kartki na bezpłatne paliwo w ramach programu wspierania obywateli przez państwo. Według niego każdy mieszkaniec Turkmenistanu będący właścicielem samochodu osobowego dostaje kartki do odbioru 120 litrów benzyny miesięcznie. Co istotne program wsparcia ludności przewiduje też bezpłatne dostawy gazu, prądu, wody i soli do 2030 roku. W kraju natomiast są horrendalne ceny papierosów” za paczkę około 15-30 dolarów liczonych po kursie oficjalnym, bo tylko takowy mogą używać turyści. Aszchabad i Turkmenistan to nie Dubaj, to wciąż kraj absurdów, spuścizna poradziecka, wymieszana z ponurą fantazją i odmienny stan świadomości w wersji namacalnej. Bez dwóch zdań – to najbardziej osobliwy i tajemniczy kraj świata jaki poznałem.