fbpx

Tybet: magiczna podróż wokół góry Kailasz

Tybet fascynuje. Potrafi zachwycić krajobrazami Himalajów, duchowością Tybetańczyków, korowodem pielgrzymów, kulturą i architekturą. Podróż do Tybetu uczy pokory, a pielgrzymka wokół góry Kailasz to wyprawa pełna magii i duchowości.

Do Tybetu wybieramy się już w czerwcu 2019 r. Poznajcie szczegóły wyprawy i dołączcie do naszej niezwykłej podróży!

Niestety od ponad połowy wieku Tybet nie funkcjonuje na mapach świata jako niezależne państwo. W latach 50. XX wieku został zajęty przez Chiny i od tego momentu systematycznie zostaje poddawany sinalizacji, czyli polityczno-poprawnie to ujmując – unifikacji z Chinami. W świadomości ludzi Tybet zawsze stanowił niedostępną i nieznaną krainą, którą na pierwszych mapach zaznaczano niepewnymi liniami granicznymi. Jeśli już poznamy jego skomplikowane granice to kolejnym etapem zrozumienia Tybetu, jest jego religia, kultura i kosmologia. Jednak na zgłębienie tej wiedzy, może już nie starczyć jednego życia. Zapraszamy na wyprawę do Tybetu w czerwcu 2019 roku!

Tybet to obszar o całkowicie odmiennej kulturze, religii oraz własnej percepcji świata. Ekonomicznie to przestrzeń pełna pierwiastków z tablicy Mendelejewa, co dla zwykłego Tybetańczyka zamiast szczęścia niesie jedynie problemy. Tybetańczycy na swej ziemi od lat są dyskryminowani, a z racji napływu Chińczyków, zawodowo pozbawiani możliwości awansu, przez co dyskryminowani ekonomicznie. W Tybecie ceny są absurdalnie wysokie i z wszystkich miejsc Azji Centralnej to najdroższy rejon do podróżowania. Chińczycy dla Europejczyka są nieprzewidywalni, jednak za pewnik można uznać, że Tybet na zawsze pozostanie już w granicach Chin. Stał się on dla Chińczyków obsesją i miejscem specjalnej kurateli, która nigdy nie zostanie poluzowana. Celem rządu w Pekinie jest wynarodowienie Tybetańczyków. Jeszcze kilka lat temu odbywało się to na dzikich zasadach - a w zasadzie ich braku, Świat na szczęście, tyle o ile, zareagował i Chińczycy zmienili reguły gry. Dziś Tybetańczyków raczej się kupuje tanimi kredytami, burzy się ich domy stawiając chińskie czworaki, asfaltowane są tam drogi, odbudowywane zniszczone w czasach rewolucji kulturowej klasztory. Niewiarygodne jest ile w czasach chińskiej rewolucji kulturalnej (zainicjowanej w 1966 roku, a zakończonej w 1976 roku) na obszarze Tybetu i Chin wydarzyło się zła. Nikt nie może pojąć, jak jeden człowiek – Mao Tse Tung, mógł pogrzebać ponad pięć tysięcy lat wspanialej chińskiej cywilizacji. W Tybecie największe zabytki zostały zniszczone właśnie przez tego szaleńca.

Podróż do Tybetu potrafi odkryć wiele prawd o nas, naszym zdrowiu, otoczeniu, a jeśli mamy jakąś intencje to jest idealne miejsce do refleksji, która potrafi rozwiązać wcześniejsze problemy. Podróż do Tybetu jest wyzwaniem. Do początków XX wieku ( poza nielicznymi wyjątkami) był to obszar kompletnie niedostępny. Droga do Tybetu była bardzo trudna i wymagała kilku miesięcy przedzierania się przez niedostępne rejony Himalajów. Dziś z z Pekinu do Lhasa jest pociąg. Jest on wyposażony w butle z tlenem, w podrózy tej wielu ludzi ma problemami z oddychaniem i bólę głowy. Alternatywna trasa kolejowa jest budowana z Nepalu i według najnowszych informacji pierwszy pociąg Lhasa – Katmandu ruszy w roku 2023. Podróż pociągiem przez Tybet, wiedzie często również z Xining do Lhasy. To zdecydowanie najlepsze rozwiązanie, które pozwala na aklimatyzację. To przedsmak tego, co zobaczymy, droga do tajemniczej egzotycznej kultury, przez scenerie odludnych, pustynnych krajobrazów z wysokimi szczytami ośnieżonych gór wywiera niesamowite wrażenie na przybyszach.

Z perspektywy naszych dotychczsowych podróży i biorąc pod uwagę plastyczność fotograficzną rejonu, Tybetański zakątek świata nie jest jednak najurokliwszy. Zdecydowanie ładniejsze widoki są po zachodniej stronie Himalajów w Pakistanie czy północnych Indiach gdzie spotykamy co chwile skalne nawisy i śnieżne szczyty. Tybet jest bardziej podobny do Pamiru w Tadżykistanie – góry są szare i ciemne niczym kopczyki z wyrastającymi w oddali białymi szczytami Himalajów.

Jednak – jeśli chodzi o wiedzę, naukę i mądrość, którą wyniesiemy z podróży - Tybet jest bezkonkurencyjny. Rzec mogę nawet – Tybet pokazuje nam, jak człowiek mało wie o świecie. Po takiej podróży to, co było oczywiste ,okazuje się jedynie iluzją, która nie wiadomo czemu, nigdy nie została poddana weryfikacji, refleksji i dyskursowi. Przed wyjazdem do Tybetu warto zadbać o odpowiednie towarzystwo oraz przewodnika - pogawędka z nim, więcej nam da i powie niż przeczytane książki czy długie dni spędzone w muzeum historycznym.

Podróż przez Tybet to na wielu odcinkach kontrole policyjne. Zadaniem policji oczywiście nie jest pilnowanie porządku, a przypominanie, że w dowolnym momencie i za nic można wylądować za kratkami. Wszelkie próby manifestacji typu "wolny tybet" z całą pewności zakończą się w najlepszym przypadku pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Policjantami są zazwyczaj wiejskie chłopaki z rejonu Chin, którzy czują się tutaj niczym paniska i szczęśliwi na Tybetańczykach mogą odkuć się za swoje poniżenia doświadczane w chińskich miastach. Tybetańczyków w Tybetańskim Autonomicznym Regionie (TAR) mieszka dziś około 6 milionów. Trzeba jednak wiedzieć, iż większość - bo około 60% Tybetańczyków mieszka poza tym obszarem. Tybetańczycy zamieszkują chińskie prowincje – Qinghai, Syczuan, Gansu, Yunnan. W Indiach Tybetańczyków spotkamy w Ladakhu (zwanym Tybetem Zachodnim), Sikkimie, Zanskarze i dolinie Spiti. W indyjskim stanie Himachal Pradesh (miasto Dharamsala), znajduje się siedziba Tybetańskiego Dalajlamy. Tybetańczyków spotkamy również w rejonie Mustang w Nepalu oraz w Bhutanie.

Najcenniejszy kontakt z Tybetańczykami doświadczyliśmy podczas pielgrzymki wokół góry Kailasz, gdzie tłumy wyznawców buddyzmu pielgrzymują, pokonując wielokrotnie korę, czyli pielgrzymkę wokół Świętej Góry ( jedna kora to 52 kilometry na wysokościach od 4000 do 5650 m). Kailasz jest duchowym ośrodkiem czterech dużych wschodnich religii: buddyzmu tybetańskiego, hinduizmu, indyjskiego dżinizmu oraz przed buddyjskiej religii animistycznej – bon. Kailasz, mierząca 6740 m, posiada wspaniałe zbocza nazywane czterema twarzami, które symbolizują cztery strony świata. Wśród Tybetańczyków Kailasz znany jest jako Kang Rinpoche, co oznacza Śnieżny Klejnot, i uważana jest za pępek świata. Tradycja mówi, że ze środka góry wypływa strumień, który wpływa do położonego jeziora Manasarawar, gdzie początek mają cztery rzeki wypływające w czterech kierunkach świata – Paszcza Lwa w kierunku północnym, Usta Konia na wschód, Usta Pawia na południe oraz Usta Słonia na zachód. Rzeczywiście u podnóża góry swoje źródła mają cztery wielkie rzeki Indus, Yarlung Tsangpo (Brahmaputra), Karnali i Sutlej.

Kailasz fascynuje miliony Azjatów i tysiące Europejczyków – wielu z nich przyjeżdża w to miejsce na pielgrzymkę, bo to miejsce wielkiej mocy, niesłychanej magii i tysiąca pytań. Geolodzy stwierdzili ze góra nie jest zbudowana z gnejsu jak całe Himalaje a stanowi żwirowe wypiętrzenie o granitowej podstawie, stanowiąc najwyższy tego typu osad na naszej planecie. Warto zdać sobie sprawę, iż teren Kailasz i całych Himalajów to miliony lat temu obszar Oceanu Tetydy. Jest to ostatnia pozostałość i największą wyspą wysychającego i pożartego przez nacisk płyty tektonicznej obszaru.

Pielgrzymka wokół góry Kailasz rozpoczyna się w miasteczku Darchen. Wieki temu była to bhutańska enklawa podległa maharadży. Dziś jest to ponure chińsko-tybetańskie miasto o dwóch asfaltowych ulicach, gdzie można na ulicy rozegrać partyjkę bilarda. W mieście warto zakupić butle z tlenem, okulary, kapelusz oraz wynająć jaki, na które często popyt przewyższa podaż, warto więc się zawczasu zainteresować. Darchen to ostatnie miasto przed pielgrzymką, łatwo w nim wyczuć atmosferę radości i ekscytacji. Dla ubogich Tybetańczyków, pielgrzymka z Darchen wokół Kailasz to także jedyna forma turystyki, na jaką mogą sobie pozwolić. Większość przyjezdnych żyje w odległych światach, a łączy ich mądrość własnej religii. Wędrówka wokół Kailasz to czas pokuty, gdzie pielgrzymi gromadzą przyszłe zasługi i doczesne szczęście. Niekiedy cale rodziny przebywają tutaj pieszo, aby okrążyć Kailasz ze stadami psów i innych zwierząt, aby wszystkie odczuwające istoty osiągnęły zasługi. Jednak taka pielgrzymka, dzieli odkupienie na pół – jeśli pielgrzym jedzie na kucyku czy jaku, to polowa zasług przypadnie zwierzęciu. Jedna kora (obchód wokół góry – 52km) usuwa skalanie całego życia i - co ciekawe - może przynieść odkupienie nawet za tak straszny czyn, jakim jest zabójstwo. 108 obchodów wokół Kailasz doprowadza pielgrzyma do stanu Buddy. Pielgrzymi, którzy okrążyli gore 13 razy mają prawo iść inną ścieżka bliżej południowej ściany góry Kailasz. Trud podczas takiej pielgrzymki ma zasadnicze znaczenie, nawet pielgrzymi o pojemnych płucach, którzy chodzą dużo po górach mogą mieć problemy z oddechem oraz odczuwać oznaki choroby górskiej. Z autopsji wiem, że najlepiej taką wędrówkę znoszą ludzie świadomi miejsca-nawet niemający doświadczenia górskiego, a najgorzej ci uprawiający sporty, w których stosują używki. Wielu pielgrzymów to starsi ludzie , maszerujący o laskach z młynkami modlitewnymi, często to nomadzi jadący na obładowanych jakach. Wszystkich ludzi spotkanych tutaj, mimo trudów wędrówki, przepełniała radość i szczęście. Dziwić może ich niezwykle szybkie tempo -  są i tacy, którzy 52 kilometry pokonują jednego dnia. Kailasz to obszar naładowany świętością, najbardziej cierpieć tutaj mogą, ludzie świadomi jego siły – każda pokuta wibruje tutaj z wielką siłą. Wielu pielgrzymów podczas wędrówki podnosi ręce do góry, otwierając dłonie i czerpiąc energię z góry oraz kosmosu.

Kailasz to w końcu to góra która przez wyznawców buddyzmu i hinduizmu uważana jest za centrum świata. To także święta góra dla wyznawców dwóch innych religii uważana jest za świętą. Dla wyznawców pradawnej religii Tybetu – Bon oraz dżinizmu. Dla tych pierwszych kora odbywa się w kierunku odwrotnym, czyli przeciwnym do ruchu wskazówek zegarka. Dla pochodzących z Indii dżinistów to również miejsce najświętsze – podczas kory noszą oni różańce w małych woreczkach, wędrówkę odbywają w tym samym, co buddyści.

Kailasz to jedna z gór świata, na który nikt nigdy się nie wspiął. Alpiniści nie próbowali jej zdobyć przez szacunek dla wyznawców czczących ją religii. W latach 80tych wielki alpinista Reinhold Messner planowała wejście na szczyt, ale na szczęście władze chińskie nie wydały zezwolenia. W roku 2001 władze chińskie udzieliły zezwolenia na wspinaczkę hiszpańskiemu alpiniście, jednak po fali protestów środowisk wspinaczkowych i mediów, alpinista zrezygnował. Kailasz nie była więc nigdy zdobyta i wszystko wskazuje na to, że dostępu do jej szczytu broni opatrzność i naród Tybetański, który nie życzy sobie by zakłócano spokój jego Bogom.

Kilka godzin jazdy od Darchen i Kailasz na wysokości 4588 metrów, znajduje się najświętsze jezioro Azji: Manasarawar. Tybetańczycy zwą je Mapham Tso – “Jezioro Niezwyciężone”. To wyjątkowe miejsce dla Hindusów – zanurzenie się w jego krystalicznie czystej, lecz przeraźliwie lodowatej wodzie zmywa - jak twierdzą jogini -skalania karmiczne ze stu żywotów. Buddyści w wodach Manasarawar nigdy się nie kąpią dla nich jezioro stanowi świętą mandalę, której czterech mistycznych bram strzegą cztery stare klasztory - podobnie jak cztery inne klasztory wokół góry Kailasz.

Dla setek tysięcy pielgrzymów rytualne okrążenie najpierw jeziora Manasarawar, a potem góry Kailasz to marzenie życia i ważna forma praktyki religijnej. Dotarcie do nich zajmuje niektórym Tybetańczykom nawet wiele miesięcy trudnej wędrówki. Nad jeziorem można spotkać wiele grup Hindusów, przybyłych z gorącego stanu Orissa, którzy przy temperaturze powietrza 10 stopni Celsjusza, w religijnej ekscytacji zanurzali się w wodzie o temperaturze bliskiej zera. Zasmuceni zdradzają, że nie dali rady zrobić kory wokół Kailasz. Jeden z pielgrzymów powiedział, iż przechodził w Bombaju testy wytrzymałości na serce, płuca, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, czym jest fizycznie oraz transcendentalne Kailasz - spotkanie z nim było zbyt silnym doświadczeniem.

O miejscach odwiedzonych w okolicy Manasarawar można długo pisać, w jego okolicy znajduje się również jezioro śmierci – Rakas Tal. Po wyspie na tym jeziorze znajduje się klasztor trzech mnichów medytują od kilku lat.

W okolicy góry Kailasz znajduje się wiele miejsc pogrzebów powietrznych. Pogrzeb ten w oczach europejczyka budzi niezrozumienie, zgorszenie, bo w wielkim uproszczeniu ciało zmarłego jest krojone i zjedzone przez sępy. Kiedy umiera Tybetańczyk, jego ciało jest zawijane w białe płótno i umieszczane w domu na 3 do 5 dni (ciała nie dotyka się w tym okresie), w czasie, których mnisi lub lamowie, wcześniej zaproszeni, odmawiają modlitwy, dokonują ceremonii pogrzebowych oraz przeprowadzają specjalne rytuały dla zmarłego. Wszystko po to, aby świadomość spokojnie przeszła przez okres Bardo (okres przejściowy pomiędzy jednym, a drugim życiem). Domownicy zaprzestają swoich codziennych aktywności, aby skupić się wyłącznie na ceremoniach i pomóc zmarłej osobie w lepszym odrodzeniu i przejściu przez okres Bardo. Następnie zgodnie z dokładnymi wyliczeniami astrologicznymi wybiera się pomyślny dzień pochówku.

Dzień wcześniej, ciało zmarłego zostaje umyte, i umieszcza się je w pozycji płodowej, przypominającej tę pozycję, w jakiej się narodziło. W wybranym pomyślnym dniu, przed brzaskiem, ciało przenosi się na cmentarz – w specjalne miejsce, na otwartej przestrzeni, wysoko w górach (miejsce jest oddalone od zabudowań ludzkich i często położone w pobliżu klasztoru), w którym odbywają się pogrzeby przez powietrze.

Lamowie, mnisi czy mistrzowie na miejscu kontynuują modlitwy i rytuały. Po modlitwach mistrz pochówku (osoba zajmująca się fragmentacją ciała) ściąga płótno z ciała i fragmentuje precyzyjnie ciało przy użyciu siekiery, topora czy tasaka (rozpoczynając pierwszym cięciem na plecach) by mogło być łatwiej skonsumowane przez sępy. Mięso tnie się na większe części a organy wewnętrzne na małe kawałki. Kości miażdży się i miesza z tsampą (gruboziarnista mąka z prażonego jęczmienia, stanowiąca podstawowe pożywienie Tybetańczyków). Kadzidłem z jałowca przywołuje się sępy, które przybywają, gromadząc się tłocznie. Zostają odganiane przez uczestników pochówku, aż do momentu, kiedy mistrz pochówku skończy kawałkowanie ciała. Kiedy ciało jest już zdefragmentowane, najpierw sproszkowane, zmiażdżone kości rozsypuje się na ziemi, następnie zaś rzuca się organy, a na końcu kawałki mięsa. Jeśli sępy przybywają i zjadają ciało, uważa się to za pomyślny znak. Wszystko, co nie zostanie zjedzone przez ptaki spala się, by żadne nici przywiązania do tego życia nie były przeszkodą dla świadomości podróżującej w kierunku nowego odrodzenia. Pogrzeb przez powietrze ma wielkie znaczenie religijne. Poprzez tę formę pochówku Tybetańczycy w pełni otwarcie konfrontują się ze śmiercią. Pogrzeb taki, przypomina ludziom, że wszystko, co nas otacza, jest nietrwałe. Martwe ciało nie jest niczym więcej jak tylko pustym naczyniem. Również dzięki ofierze zmarłego ludzkiego ciała zostaje oszczędzone życie mniejszych zwierząt, które w przeciwnym bowiem razie musiałyby zostać zjedzone przez sępy.

Podróż do Tybetu uczy pokory i akceptacji. Pielgrzymka wokół góry Kailasz jest doświadczeniem trudnym do skopiowania, gdzie Tybetańczycy ćwiczą własną śmierć. Niekiedy cała grupa pokonuje korę wokół Kailasz na kolanach, inni na najwyższym punkcie kory – przełęczy Dormala na wysokości 5600 m wstrzymują oddech, aby w hipnotycznym bezdechu dotknąć  drugiej strony świata. Dormala, to taka kraina tymczasowej śmierci, która oczyszcza i pokazuje ludzkie możliwości. Wiele ludzi podczas kory umiera, zwłaszcza nizinni i ciepłolubni Hindusi, ale jest to śmierć, o której każdy w tej części świata marzy.

Po pielgrzymce w takie miejsca zwykle mogę powiedzieć “wiem, że nic nie wiem”. Jak powiada tybetańska mądrość – w zwykłej szczelinie góry Kailasz, tybetański lama potrafi dostrzec rozlegle miasto, pośledni jogin zobaczy tam chatę, natomiast zwykły człowiek taki jak właśnie ja – ujrzy tylko kilka skał i karłowate zarośla. Jednak w takie miejsce, każdy, kto wie czym jest prawdziwa podróż – powinien kiedyś się wybrać.

Tybet na zdjęciach: