fbpx

kontakt@pozatrasa.pl
+48 22 350 73 46

Pakistan: podróż autostradą Karakorum i inne ciekawe miejsca

Pakistan to arcyciekawy kraj, a jak wiadomo, ciekawość bywa niebezpieczna. Na Pakistan, zwykle reagujemy ambiwalentnie – z ekscytacją lub strachem. Z powodu obaw wiele osób porzuca myśl odwiedzenia tego kraju. Ci, natomiast którzy przybędą i poznają górski teren Karakorum, są zauroczeni, zachwyceni, uskrzydleni i chcą więcej…i jeszcze wyżej…

Pakistan to kraj, który nadaje się tylko i wyłącznie do podróży, i nie jest możliwe w nim uprawianie klasycznej uzdrowiskowej turystyki. Jadąc w podróż przez Pakistan trzeba zdać sobie sprawę, że nie jest to miejsce dla osoby przekładającej komfort ponad przygodę. To kraj wielkiej przygody, który sprzyja obserwacji świata. Piękno kraju kryje się w jego przyrodzie. Trudności w podróży pojawiają się często w górskich terenach, gdzie nawet latem bywa zimno, a guesthouse'y pozbawione są często ciepłej wody, a zasięg internetu na znacznym obszarze jest ograniczony (najlepsza sieć GSM to Telenor). To jedyne minusy. Plusów, jest znacznie więcej.

Aby się przekonać, wystarczy spojrzeć jak różnorodne i ciekawe są podróżnicze zdjęcia z Pakistanu . Pakistan to dla osoby kochającej otwarte przestrzenie i górskie krajobrazy fascynujący kraj. Północ to pasmo Karakorum, wcinające się klinem pomiędzy Himalaje i Hindukusz. Niemal każdy, kto zna Pakistan z podróży potwierdzi, iż jest on jednym z najbardziej niezwykłych krajów naszej planety.

Drogi północy kraju, prowadzą często stromymi wąwozami rzek Indus, Khunjerab, Sust, Gilgit i Hunza. Częste są wydrążone w skałach półki o licznych przepaściach sięgających ponad tysiąca metrów. Na trasie często huczy od obijania fal rzeka Indus, która zasila rzekę Gilgit spotykając się w miejscu styku pasm górskich Hindukuszu, Karakorum i Himalajów. Bywa tu groźnie. Ale co ciekawe, kierowcy pakistańscy mają bogatą fantazję, a  przy okazji są mistrzami ekwilibrystyki mijającymi skały i inne pojazdy na milimetry.

Podczas mojej pierwszej podróży, na nie-wyasfaltowanej jeszcze trasie Karakorum Highway spotkałem wyluzowanego wiecznego wędrowca, Węgra. Podróżował on na dachu ciężarówki, zwiedzającego w ten sposób kolejne doliny Pakistanu. Warto wiedzieć, że miejsce nad szoferką - choć wiatr i słońce potrafią przyprawić o zawrót głowy - to świetny punkt obserwacyjny i idealny punkt widokowy.

Pakistan to przestrzeń miedzy kulturą perską a hinduską; miedzy islamem, buddyzmem a hinduizmem, świat gór i pustyń, wojującego i mistycznego Islamu. Jest to duży i zróżnicowany kraj i nie sposób go poznać w ciągu kilku podróży.

Jak dla mnie, Pakistan od lat znajduje się na szczycie listy najbardziej fascynujących państw świata. Oficjalnie, polskie MSZ odradza podróży do niego, jednak lista krajów gdzie lepiej nie podróżować ostatnimi czasy znacznie się wydłużyła, przez co lista ta straciła swą rangę i bywa wielce myląca ( np. na liście nie wiem czemu znajduje się Gwinea Bissau). Lista taka jest potrzebna, jednak nie jest ona weryfikowana i poddawana aktualizacjom. Najwiarygodniejszym ( choć nie do końca ) źródłem wiedzy o miejscach kryzysowych jest strona http://www.gov.uk/foreign-travel-advice/na której to o Pakistanie można wyczytać – https://www.gov.uk/foreign-travel-advice/pakistan.

Zdaje sobie sprawę, że Pakistan nie należy do najbezpieczniejszych rejonów na świecie, dlatego odradzam samotnych podróży po tym kraju. Jeśli udajemy się w podróż na ziemię pakistańską, to jedynie w małej grupie z licencjonowanym biurem, które zapewni nam bezpieczeństwo, wszystkie permity, konwój, a gdy jest to wymagane - również policyjną eskortę. To wszystko brzmi trochę groźnie, jednak realia są takie, że w latach 2013-2015 kraj zalała fala terroryzmu i "ideologicznego kretynizmu". W krajach jak Pakistan czy Afganistan bywają momenty, gdy ideologia będąca ciemną stroną religii, ma się lepiej, a raz gorzej. Rok 2014 był dla Pakistanu krytyczny, obecnie sytuacja jest ustabilizowana. Natomiast Afganistan zalała fala nienawiści; częste są porwania dla okupu. W uproszczeniu można powiedzieć, że całe zło tej części świata przeszło z Pakistanu do Afganistanu. Po latach niepokoju w Pakistanie, stworzono szereg procedur bezpieczeństwa, które dają dziś podróżującemu, autentyczne poczucie bezpieczeństwa. W Pakistanie jest traktowany on z wyjątkową estymą i troską. Konsekwencją tego są częste kontrole, konwoje pomocowe – wszystko z naprawdę serdecznym zaangażowaniem policji. Podróż solo przez Pakistan, jest wykonywalna, jednak będzie trwać znacznie dłużej – przez wspomniane kontrole, wydaje się ona obarczona ryzykiem i zbyt wieloma znakami zapytania na które a priori odpowiedzi brak. Tak więc, kraj można poznawać indywidualnie, nawet środkami transportu publicznego, ale taka forma to jedynie namiastką tego, co można tu doświadczyć.

W Pakistanie poznawałem głównie teren północny. Na innych terenach obowiązują specyficzne regulacje – wymagane są zezwolenia NOC ('no objection certificate'), specjalne permity na samotne podróże do miejsc typu port Gwadar, Beludżystan i tereny kompletnie zamknięte i poza kontrola państwa, jak pasztuński rejon Wazirstanu czy Khyber. Przed podróżą do Pakistanu warto poznać mapę kraju i rozpoznać bieżącą sytuację – wszystko po to, by nie wybrać się tam w złym momencie i trafić tam, gdzie nie powinniśmy.

W Pakistanie byłem kilkukrotnie, pierwszy raz w roku 2006, a w maju 2018 realizowałem trasę od pogranicza z Indiami przez Lahaur, Karakorum Highway, Hunzę, Fairy Meadow, Skardu, Kaplu, Shigar, Khujnerab, Shandur Pass, Citral i dolinę Kalaszy. Pokrótce opiszę te miejsca.

Lahaur to jedno z bardziej magicznych miast południa Azji. To miejsce na skrzyżowaniu kultur Indii i Pakistanu, miejsce sufizmu, zdeprecjonowanej religii Ahmadytów, Sikhów, ale także dominującego w Pakistanie islamu sunnickiego. Z Lahaur do stolicy kraju Islamabadu prowadzi autostrada, którą podróż zajmuje cztery godziny.

Z Islamabadu w kierunku północnym prowadzi droga Karakorum Highway (KKH) – kręgosłup każdej podróży przez górski Pakistan. KKH jest niewątpliwie jednym z cudów świata. Droga ta łączy Pakistan z Chinami i jest jedną z najwyżej położonych tras o utwardzonej nawierzchni. KKH przecina pasmo Karakorum, wijąc i meandrując zakusami Indusu aż do na granicy pakistańsko-chińskiej. Na trasie warto zatrzymać się w kilku miejscach. Te najbardziej spektakularne to – Hunza, Fairy Meadow, Passu, Khunjerab Pass, Rakopaszi view.

Hunza to jedna z piękniejszych górskim dolin świata, Łatwo tu o spotkanie z mieszkańcami o jasnej, pigmentacji i europejskich rysach twarzy. Jeszcze kilka temu zakładano, że mieszkańcy Hunzy to potomkowie Macedończyków, którzy przybyli do Afganistanu z Aleksandrem Wielkim. W XX wieku badania genetyczne tę hipotezę wykluczyły. Stolicą Hunzy jest Karimabad, niegdyś była to stolicą potężnego królestwa Hunzy. Karimabad to miasto o wielkim ale niewykorzystanym potencjale turystycznym. Jest tutaj pusto, spotkać można jedynie grupy pakistańskich studentów oraz wielodzietne rodziny zazwyczaj wielce zainteresowane turystą z Europy. Kiedy dotarłem do miasta, wybrałem się na spacer u podnóża gigantycznych gór. Wszystkie uliczki w Karimabad są niemal pionowe. Dzięki drodze Karakorum Highway, dojazd do Karimabadu jest dziś ułatwiony. Droga ta zmieniła diametralnie życie mieszkańców Hunzy. W idyllicznej dolinie nagle pojawiła się elektryczność, samochody, turyści. Świat dowiedział się o Hunzie – pięknym zakątku ziemi, a turyści przywieźli pierwsze dolary, powstały trasy trekingowe w góry Karakorum, rozwinięto świadomość społeczna ze mieszkańcy żyją w jednym z piękniejszych zakątków globu. Dla mieszkańców boom trwał do 2001 rok,u kiedy kilku napompowanych nienawiścią szaleńców z Półwyspu Arabskiego zmieniło percepcję świata. Bogu ducha winni mieszkańcu Hunzy i wielu innych rejonów świata – podchodzący do człowieka z niezwykłą estymą, wyczuciem, delikatnością zostali w ramach zbiorowego oskarżenia światowego wrzuceni do jednego worka z fanatykami z Arabii Saudyjskiej. Ruch turystyczny w Hunzie po dziś dzień niemal zamarł, choć bogata infrastruktura została. W Karimabadzie jest wiele przyjemnych hoteli, restauracji i sklepów z pamiątkami.

Mieszkańcy Hunzy to ludzie wyjątkowi – słyną z długowieczności, na którą jak wiadomo brak jednego leku. Jednym z nich jest postępowanie zgodnie ze starym tybetańskim przysłowie: "eat half, smile double and love without limit" ("jedz połowę, śmiej się za dwóch, a kochaj bez żadnych limitów"). Hunzowie nie są wegetarianami, ale mięso jedzą zazwyczaj na specjalne okazje. Ich podstawowa dieta składa się ze zbóż, warzyw i owoców zjadanych na surowo. Symbolem Hunzy i głównym produktem spożywczym są rosnące na każdym kroku morele, a w tym rejonie są to niezwykle słodkie owoce. Morele jada się surowe, a ich pestki są wyjmowane, rozbijane i zjadane. Bardzo cenione przez Hunzów są bogate w witaminy i składniki mineralne brzoskwinie, wiśnie, orzechy, migdały, śliwki, jabłka i gruszki, a także pszenica, gryka, proso, jęczmień i lucerna, z warzyw uprawiają ziemniaki, groch, cebulę, buraki, marchew, pomidory i sałatę. Hunzowie żyją w zgodzie z naturą, a według ich wierzeń człowiek jest podobny do rośliny. Musi mieć silne poczucie przynależności, gdyż inaczej więdnie i zamiera niczym roślina wyrwana z gleby. Pracę uważają za obowiązek i jest ona remedium na wiele problemów. Twierdzą, że nienawiść i narzekanie powodują napięcie i nerwowość. To typowi ludzie gór ze swoja własna filozofią i systemem życia. Wypracowali oni techniki relaksacyjne, które pozwalają im odprężyć się oraz odpocząć w ciągu kilku minut. Wiedzą, że ludzie nie umiejący odprężać się, tracą ogromne ilości energii, a ich ciało i umysł w stanie napięcia szybciej ulega śmierci - to ich sposób na długie życie. Według Hunzów człowiek jest lustrzanym odbiciem swoich rozważań i tego w jaki sposób myśli. Dzięki mądrości Hunzowie to wyjątkowi ludzie – są niezwykle pogodni, bardzo uprzejmi i delikatni. Statystyki światowe podają, iż często dożywają w doskonałym stanie zdrowia fizycznego i umysłowego ponad stu lat. Są więc jednymi z najdłużej żyjących na naszej planecie.

Fairy Meadow znajduje się obok Raikot Bridge. Jest to zielony płaskowyż położonym na wysokości około 3300 metrów. To jeden z najbardziej malowniczych regionów trekkingowych w Pakistanie. W Fairy Meadow rozpoczyna się trekking pod i na Nanga Parbat. Cztery godziny stąd znajduje się Nanga Parbat Base Camp, który jest jednym z najłatwiej dostępnych obozów bazowych wśród wszystkich ośmiotysięczników. Aby dostać się do Fairy Meadow, trzeba pokonać jeepem, dwu godzinną ekstremalną trasę trawersem góry, a następnie już pieszo iść w kierunku masywu Nangi Parbat.

Passu to miejscowość, a także nazwa lodowca. To w tej miejscowości znajduję się najładniejsza część trasy KKH - słynna katedra szczytów, a także wiszący most na rzece Hunza oraz lodowiec Passu z wielkim jęzorem wijącym się niemal do asfaltu drogi KKH. Jest to jedno z najbardziej malowniczych miejsc całej trasy Karakorum Highway. Miasteczko Passu jest położone na trasie Jedwabnego Szlaku i otoczone górskimi szczytami – Passu Peak 7284, Shisper peak 7611, Batura 7611 oraz Passu Cathedral Peak 6500. Do Passu dochodzi jęzor lodowca Batura, a w promieniu 15km są inne 4 wielkie górskie lodowce. Obok Passu znajduje się Gulmit, osada zamieszkała przez Wachan – tę samą grupę etniczną, którą wielokrotnie spotykałem w Tadżykistanie a nie udało mi się po dziś dzień poznać w Afganistanie. Wachańczycy w większości są ismailitami, których wielu w Pakistanie spotkać można od Skardu aż po Chitral.

Im dalej na północ od Gulmit tym częściej w dolinach można spotkać można ogromne zwierzęta – jaki, oraz osobniki będące krzyżówką jaków i krów, ponoć bardziej ekonomiczne w hodowli bo dające więcej mleka.
Za Gulmit podziwiać można wiszący, ponad dwustumetrowy most, jest też kilka mniejszych ale często są to kołyszące deski które trudno sklasyfikować jako most będącym od lat narzędziem pokonywania różnorakich przeszkód. Daleko im do definicji niemieckiego filozofa Martina Heideggera, który stwierdził iż most skupia na swój sposób przy sobie ziemię i niebo, istoty boskie i śmiertelnych. Na terenach przygranicznych z Tadżykistanem i Chinami znajduje się kilka pięknych dolin zamieszkałych przez Ismailitów. Do kilku z nich wymagane są specjalne permity; inne są zamknięte z uwagi na pobliską granice. Te najpiękniejsze doliny to Ciapursan oraz Shimszal. To miejsca "bolącej głowy" - wioski znajdują się na wysokościach ponad 3000 metrów.

Ostatnim miastem w Pakistanie przed granicą z Chinami jest Sost. To miejsce specyficzne ale takie są wszystkie miejsca przygraniczne. Kiedy pierwszy raz odwiedziłem Sost, spotkałem w jednym z hoteli cały podróżniczy świat i najrozmaitsze typy fizyczne – od chudziutkiego wystraszonego Japończyka w koszulce z dumnym napisem "Tennis Hero", poprzez Pasztuna z plecakiem wyglądającego niczym niemiecki hipster, po zwalistego Uzbeka ze skórą na twarzy twardą niczym podeszwa od buta. Poznałem także kilku tutejszych rozczochranych Pakistańczyków, którzy całe dnie patrzyli uparcie w sufit jednej z miejscowych kawiarni. Robiła ona przygnębiające wrażenie – wystrojem kawiarni były jedynie rogi barana i zasłony prysznicowe, a jedynym posiłkiem ryż z kurczakiem. Od Sost do granicy w Khunjerab Pass są trzy godziny drogi, kanionem rzeki Khunjerab.

Granica chińsko-pakistańska to zwykła brama dzieląca dwie wielkie cywilizacje – muzułmańską i chińską. Ma ona więc szczególny charakter, choć w pokonywaniu wszystkich granic zwykle towarzyszy uczucie radości i wolności. Granice są też miejscem sprawdzania cierpliwości i miejscem licznych upokorzeń, których reżyserami są często znudzeni urzędnicy. Dla władz państwowych granice są często emanacją siły, największe z nich widziałem na granicach dawnego Imperium. To tam, wzdłuż linii granicznych z Chinami, znajduje się najdłuższy na całym świecie owinięty drutem płot. Granice izolują i chronią władzę, bo przecież przywódcy świata mają niejedno do ukrycia i dzięki nim pozornie są pewniejsi o swoją przyszłość. Czym są one bardziej chronione, z tym większą podejrzliwością, ale i ciekawością, patrzy się na obcego. Niektóre kraje po dziś to niemal twierdze nie do przebycia, np. taki kraj jak Turkmenistan – od wieków szczelnie chroniony. Przez lata był to rezerwat komunizmu i przestrzeń prania mózgów, który po upadku komuny drenowano kultem wodza – Turkmenbaszy. Mimo, że system i wódz już nie żyją, po dziś jest to kraj biurokratycznych ekscentryków dysponujących niezrozumiałą władzą, przez co turysta jest zjawiskiem rzadszym od czarnych łabędzi. Bez granic świat nie może istnieć – to przecież miejsca rozpasania urzędniczego, gdzie codziennością jest spotkanie skorumpowanego ze skorumpowanym, to dzięki nim można prężyć muskuły oraz kreować konflikty. To dzięki granicom możliwa jest także akcyza, VAT, wojny a więc wszystko to, co jednych wzbogaca a innych czegoś pozbawia. Bez nich odebrano by chleb bogatszej części świata i pozbawiono pracy tysiąca skorumpowanych bezproduktywnych urzędników.

Zresztą czy tak ciekawy byłby świat bez granic dla podróżników- chyba też nie. Bo na przykład weźmy porównanie dwóch podobnych miejsc, np. powszechnie znany już Kirgistan i Sajany – górski obszar na mapie Rosji. Czy ktoś słyszał o pięknie Sajan ukrytych gdzieś w syberyjskiej Rosji? Granice więc ograniczają ale i systematyzują świat. Dzięki nim wiemy o jednych miejscach więcej, a o innych kompletnie zapominamy, bo giną w ogromnym obszarze pozbawionym granic.

W Pakistanie na drogach prym wiodą ciężarówki – są one fenomenem na skale światową – niezwykle kolorowe, na ich podwoziu wiszą lampeczki, świecidełka, obrazki imamów i wersety z Koranu. Często z ciężarówek dobiega muzyka hindi, co potęguje atmosferę taboru. Na wszystkich trasach spotkać można ich wiele – ciężarówka to jedno z najpopularniejszych samochodów w Pakistanie zwłaszcza po wybudowaniu drogi Karakorum Highway, którą przewozi się liczne towary z i do Chin. Ciężarówka taka posiada wszystko – to niemal dom. Swego czasu w Afganistanie pokonywałem ciężarówką drogę z miasta Mazar Szarif do Kabulu. W połowie drogi zatrzymaliśmy się na obiad. W ciężarowce znalazły się maty z poduszkami, a za stół służyła cerata. W tym rejonie świata rzadko używa się krzeseł i stołów, siada się na macie, opiera o poduszki i rozpoczyna ucztę. Obowiązkowym, tak zwanym starterem, jest herbata z chlebem zwanym "nan". Jest to placek podobny do spodu pizzy, wypiekany na zakwasie z dodatkiem mąki, soli i wody. Nan wypieka się w piecu o wyglądzie glinianej beczki ustawionej nad paleniskiem opalanym gazem z butli. Po wzajemnych uprzejmościach poczęstowano mnie kawałkiem tłustego mięsa. Kiedy ledwo dałem radę go zjeść, sąsiad z prawej strony podarował mi swoją porcję, a z drugi z lewej strony zapytał, czy coś jeszcze mi potrzeba. Było w tym jakieś niesłychane wyczucie, ale do tego się już przyzwyczaiłem w Afganistanie, ale i Pakistanie, gdyż tutaj niezwykle często ludzie mają wrodzoną zdolność do wyczuwania stanu psychicznego gościa. Trudno zapewne zrozumieć to osobie, która tu nie była, jednak ci, co znają te tereny, zapewne to potwierdzą. Przy ciężarówce spędziliśmy ponad godzinę, bo w Pakistanie czas często biegnie swoim rytmem, ale jak wiadomo my Europejczycy mamy zegarki, a Azjaci - czas. Niektórzy wprawdzie w wiejskim Pakistanie noszą zegarki, ale służą one głównie za ozdobę lub oznakę bogactwa.

Karakorum Highway to nie wszystko, co ma nam do zaoferowania górski Pakistan. To tylko 25% tego, co warto w tym rejonie zwiedzić. Inne atrakcje, bardzo długo można wymieniać. Wspaniała trasa widokowa prowadzi z Gilgit do Skardu. Droga jest obecnie w remoncie i jej pokonanie zamiast 5 godzin, zajmuje 10 godzin, na znacznym odcinku wykutą półką skalną. Miasto Skardu niejako leży kompletnie poza trasa, dystansem kilometrowym znacznie bliżej stąd do indyjskiego miasta Kargil, lecz z powodów politycznych do Indii droga jest zamknięta. W Skardu kończy się cały pakistański świat, a także zaczynają (lub kończą) Himalaje. Alternatywna trasa do Skardu prowadzi przez przez Park Narodowy Deosai. Jest to trasa przejezdna tylko w okresie letnim, droga prowadzi płaskowyżem na wysokości ponad 4000 metrów, a w swym finale przenosi nas w świat kolorowego drzewostanu i żyznych pól uprawnych nachylonych pod kątem grubo ponad 20 stopni. Transport na tej drodze jest niezwykle rzadki.

Podróż do Skardu wiedzie przez to przestrzenie skalno – półpustynne krainy zwanej Baltystan. To administracyjnie region północnego Kaszmiru (w Pakistanie), położony w górach Karakorum. Ta księżycowa kraina, położona jest na wysokości ponad 3000 tys. metrów n.p.m. To w Baltystanie znajduje się druga, najwyższa góra na świecie K-2, płaskowyż Deosai oraz jeden z największych lodowców świata – Baltoro. Baltystan graniczy z chińską prowincją Xinxing oraz indyjskim Kaszmirem i Ladakhiem. W 1947 roku, po wycofaniu się Brytyjczyków z Półwyspu Indyjskiego, Indie Brytyjskie podzielono na dwa kraje: Indie i Pakistan. Wiele ziem położonych na granicy tych państw do dziś stanowi terytoria sporne. Wśród nich znajdują się kontrolowane przez Pakistan dystrykty Skardu i Ganche czyli Baltistan. Mieszkańcy Baltistanu w przeważającej mierze zajmują się rolnictwem. Żyją w skupiskach wzdłuż koryt rzek, tam, gdzie istnieje możliwość nawadniania pól. Oprócz wywodzącego się z Tybetu i posługującego językiem z rodziny tybetańskiej ludu Balti. Ludzie z Baltystanu są niezwykle gościnni oraz serdeczni. Swoim zachowaniem przypominają mi ludność indyjskiego Ladakhu – są spokojni, skromni, nieśmiali. Religią wyznawaną przez lud Balti jest islam, który zajął miejsce buddyzmu w XIII wieku. Jednak konwersja nie zmieniła ich ,,tybetańskiej”, czy też ,,wysokogórskiej” mentalności. Mimo że oficjalnie wyznawany jest tu islam, to wyczuć można, że bardziej jest to górski melanż różnych religii, tradycji i kultur.

Inna fascynująca trasa w rejonie Baltystanu to droga do Doliny Shigar, która jest zachodnią bramą w wyższe partie Himalajów, a także początkiem pasma Karakorum. Jest ona rozsławiona dzięki akwamarynom, ale przede wszystkim pięknu przyrody. Wyjazd w dolinę rozpoczyna się w mieście Skardu i biegnie wzdłuż rzeki Shigar, która jest prawym dopływem Indusu.

W okolicy Skardu znajduje Kaplu – osobliwa wieś, w której czułem się w Tybecie. To ostatnia wioska na zamkniętej dla ruchu kołowego drodze do Indii. Z Kaplu do indyjskiego Kargilu w linii prostej jest tylko 200km, ale to właśnie w tym miejscu kończy się Pakistan. Dalej jest już strefa “no-go zone”. Nie ma możliwości przejechania, nikt poza wojskiem nie ma prawa wstępu. Trzeba pamiętać iż w wyniku granicy rozdzielono dziesiątki rodzin które mają utrudniony i niemal niemożliwy kontakt z bliskimi. Jedyne czynne przejście graniczne między Pakistanem i Indiami znajduje się ponad tysiąc kilometrów stąd w Wagah pomiędzy Lahore a indyjskim Amritsarem, a zwykły bilet lotniczy pomiędzy Indiami a Pakistanem zwykle przez Dubaj kosztuje ponad 800 dolarów. Warto odwiedzić Khaplu, to osobliwe miejsce, przeważa szyicka odmiana Isna Ashriya, Ismailizm, Ashle Sunnat Wal Jamat, a także mieszanka sunnizmu i szyityzmu Nurbushi. Etnicznie to ziemie – Brusho, Mangole, Shim, Kaszmiri oraz Wachan. To bardzo zróżnicowany teren, wprawdzie Pakistan, ale na czuć czasem Tybet, bo to krańcowy zachodni Tybet.

Z Gilgit na zachód prowadzi droga do Citral – nazywam ją "Hindukusz Highway". To wysokogórski trakt prowadzący przez góry Hindukusz, kryjące niemal cały centralny Afganistan. Nawierzchnia drogi jest fatalna, a w połowie trasy znajduje się na wysokości 3700 metrów Shandur Pass , gdzie znajduje się najwyżej położone boisko do gry polo na świecie. W tym miejscu odbywa się każdego lipca kilkudniowa impreza. Wówczas, po kryjomu można napić się lokalnych trunków, co w kraju takim jak Pakistan, gdzie od ponad 30 lat obowiązuje prohibicja, nie jest taką oczywistością. Na trasie Hindukusz Highway, warto poznać rejony Darkot oraz Diamir Pass - to rejony trekingowe, gdzie wyprawa może trwać do 12 dni.

W rejonie Czitral znajdują się doliny Rumbur, Bumboret i Birir zamieszkałe przez Kalaszy. To teren, który warto odwiedzić, ale wymaga zdobycia kilku pozwoleń ,a na odcinku z Citral do Peszawar i dalej Islamabadu specjalnego konwoju. Wioski Kalaszów usytuowane są na terenach górskich, gdzie dojazd od wieków był naznaczony trudnościami. Ta izolacja jednak pomogła Kalaszom w zachowaniu własnych tradycji, kultury i obyczajów, bardzo odrębnych od islamu, przez co ziemie Kalaszów nazywane są Kafiristanem czyli ziemią innowierców. Kalaszy jest zaledwie 6 tysięcy, z czego połowa kultywuje własną jedyną pogańską politeistyczną religię w wielkim obszarze centra Azji, który należy do świata islamu. W uproszczeniu – Kalaszowie wierzą w dwanaście głównych bogów i bogiń personifikujących różne siły natury. Ku ich czci wznoszone są z drewna i kamienia świątynie oraz składane ofiary z kóz. U Kalaszów rozpowszechniony jest, a zabroniony w islamie, kult przodków. Czczą oni święty ogień w trzech postaciach: słońca, błyskawicy i ognia. Część z Kalaszów przeszła na islam – zwykle z czysto oportunistycznych pobudek – muzułmanie oferują im stypendia, pracę, zimowe ubrania i wiele udogodnień w zamian za religijna konwersję. Jednak taka zmiana religii powoduje wykluczenie Kalasza ze wspólnoty.

Kobiety Kalaszów chodzą na co dzień ubrane w tradycyjne stroje: długie, czarne suknie, bogato zdobione kolorowymi haftami i przepasane kolorową, ręcznie plecioną szarfą. Zastanawiała mnie w strojach kobiet obecność muszelek – nie mam pojęcia, skąd one je biorą, bo do morza stąd jest tysiąc kilometrów, a jest to niemobilna społeczność. Muszelki u kobiet zdobią nakrycia na głowę, a szyję zdobią korale lub rzemyki. Strój kobiet ma zwykle kolor żółty, czerwony, pomarańczowy lub czarny. Kalaszów zamieszkują domy, budowane schodkowo na stoku górskim, z drewna i kamienia, o płaskich dachach, gdzie często dach domu jest tarasem kolejnego.
Pochodzenie Kalaszów pozostaje przedmiotem sporu. Kalasze są więc zagadką – a przy okazji ostatnim tchnieniem dawnych cywilizacji. Są fascynującym społeczeństwem.


Tym co najważniejsze i najwspanialsze w podróży przez taki kraj jak Pakistan – to zdjęcia. Stare chińskie przysłowie  brzmiące "Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów", sprawdza się w nim jak rzadko gdzie. Niektóre zdjęcia tu zrobione mówią niezwykle wiele. Takie rejony świata, jak Karakorum czy Pakistan zapamiętuje się na całe życie. To niezwykle autentyczne miejsce na Ziemi. Każdy, kto zetknął się z Pakistanem jako podróżnik potwierdzi, iż należy on do najbardziej niezwykłych państw na naszej planecie, a jego mieszkańcy to wspaniali, gościnni i nadzwyczaj troskliwi ludzie.

Na podróż do Pakistanu, w tym trasę Karakorum Highway, ekipa #PozaTrasą wybiera się ponownie w 2020 roku . Wcześniej w terminie (12.07.2019 – 3.08.2019 r.) w planach jest perła w koronie Pakistanu czyli trekking pod K2, Broad Peak oraz do terenu Concordii. Przez blisko dwa tygodnie będziemy Poza Trasą, daleko od wiosek zamieszkałych przez ludzi. A więc - tylko my i Wszechświat. Zapraszamy do wspólnej wyprawy!

Serdecznie zapraszam.;-)

 

autor: Łukasz Odzimek