kontakt@pozatrasa.pl
+48 22 350 73 46

Kushti Pakistan – Tradycyjne zapasy w akharach Lahore

Kushti Pakistan

Kushti Pakistan - W Pakistanie niezwykłe tematy i takie małe kulturowe perełki odnajduje się właściwie na każdym kroku. To jeden z tych krajów, gdzie nie trzeba siedzieć w przewodnikach ani kopiować z internetu „10 atrakcji, które trzeba zobaczyć”. Czasem po prostu przypadkiem trafiasz w jakieś miejsce albo sytuację, która nagle zaczyna cię autentycznie fascynować i wciągać dużo bardziej, niż początkowo mogłeś przypuszczać.

Dla mnie dokładnie tak było ze sportami walki. Nigdy specjalnie mnie nie interesowały. I szczerze mówiąc — nadal nie interesują mnie w klasycznym rozumieniu. Nie oglądam gal MMA, nie śledzę rankingów, nie emocjonuję się tym. Temat zaczął przewijać się bardziej przez mojego syna, który złapał na tym punkcie bakcyla. Mnie bardziej niż sama walka interesuje wszystko to, co znajduje się wokół niej. Ludzie. Rytuały. Mentalność. Historia. Kultura. Bo bardzo często właśnie tam — a nie w muzeach czy folderach turystycznych — można zobaczyć prawdziwą duszę danego kraju.

W ostatni piątkowy wieczór trafiliśmy w Lahore do jednego ze starych miejsc treningowych kushti — tradycyjnych pakistańskich zapasów zwanych też pehlwani. Na co dzień zawodnicy ćwiczą zwykle wcześnie rano, jeszcze przed upałem i zanim miasto zacznie żyć swoim chaotycznym rytmem. To miejsce nie wyglądało jak nowoczesny klub sportowy ani klasyczna sala treningowa. Bardziej jak plac, pośrodku którego znajdował się wielki dół wypełniony ziemią i błotem. Wokół starsi mężczyźni siedzący na plastikowych krzesłach, dzieciaki patrzące z fascynacją na zawodników i kilku ogromnych facetów turów przygotowujących się do treningu. Boso. Półnadzy. Pokryci gliną.

Najpierw rozgrzewka. I tutaj pojawiło się nasze pierwsze zaskoczenie. Spodziewaliśmy się klasycznego treningu — pompek, biegania, siły, może jakichś chwytów. Tymczasem na start zawodnicy dostają ogromne metalowe łopaty ważące chyba po kilkanaście albo nawet ponad 20 kilogramów i zaczynają przekopywać ziemię na placu zwanym akhar. Nie wiedziałem ja, a tym bardziej mój syn, co jest grane. On po prostu dostał pole do zaorania.

Dopiero później okazało się, że to element rozgrzewki — niezwykle pragmatycznej, ale też symbolicznej. To kopanie ziemi jest przygotowaniem podłoża pod walkę, wyrównywaniem błota, mieszaniem i napowietrzaniem ziemi. To część treningu, rytuału i szacunku wobec miejsca walki. Arena nie jest zwykłym boiskiem — to przestrzeń, o którą wojownik sam musi zadbać.

Jednak mimo całej powagi i późniejszego zrozumienia sytuacja była momentami wręcz komiczna. Patrzyłem na syna z tą gigantyczną łopatą i przez chwilę miałem wrażenie, że jedyne, co będzie robił podczas całego treningu, to przekopywał czyjś ugór w Lahore. Ale to był po prostu pierwszy etap wtajemniczenia.

Dopiero później zaczęła się właściwa rozgrzewka:
pompki, przysiady, ćwiczenia na linie i dopiero na końcu same walki w ziemi i błocie.

Kushti w Pakistanie nie jest wyłącznie walką. To pozostałość dawnej kultury wojowników subkontynentu indyjskiego. Bardzo starej — dużo starszej niż sam Pakistan. Korzenie tych walk sięgają jeszcze czasów przedislamskich Indii, a później przez setki lat mieszały się tutaj wpływy perskie, muzułmańskie, hinduistyczne i sufickie.

W tej dyscyplinie wszystko ma znaczenie.

Nawet ziemia, w której walczą zawodnicy, nie jest przypadkowa. Arena treningowa — akhara — jest specjalnie przygotowywana. Ziemię mieszało się kiedyś z wodą, mlekiem, olejami, masłem ghee czy ziołami. Tutaj tego już nie widziałem — może częściowo od tego odeszli — ale zawodnicy nadal nacierają ciało ziemią przed walką. Dla Europejczyka może wyglądać to egzotycznie albo wręcz dziwnie. Ale po chwili zaczyna się rozumieć, że ziemia ma dla nich niemal symboliczne znaczenie.

Przed wejściem na błotną arenę dotykali ziemi dłonią i przykładali ją do czoła. Niektórzy wykonywali krótką modlitwę. Inni po prostu przez chwilę stali w skupieniu. To miejsce nie jest zwykłą siłownią, ale trochę świątynią dyscypliny.

W wielu krajach Azji sporty walki były czymś znacznie większym niż rozrywką. Miały budować charakter, honor i psychikę wojownika. Dobry zawodnik miał być nie tylko silny, ale też opanowany, zdyscyplinowany i szanowany przez społeczność. Dlatego tradycyjny zawodnik - pehlwan żył trochę jak dawny asceta. Wstawanie przed świtem. Wielogodzinne treningi. Restrykcyjna dieta oparta o mleko, jajka, migdały, masło ghee i mięso. Brak używek. Dawniej nawet abstynencja seksualna przed walkami. Bo tutaj uważano, że prawdziwy wojownik buduje nie tylko mięśnie, ale przede wszystkim charakter. I to jest coś, co mocno odróżnia dawne sporty Azji od współczesnego zachodniego sportu.

Dzisiaj w Europie sport walki to często marketing, federacje, sponsorzy, show, konferencje prasowe i budowanie marki zawodnika. Tutaj nadal czuć świat, w którym walka była częścią lokalnej kultury i tożsamości.

Dobry pehlwan nie walczył tylko dla siebie.

Reprezentował rodzinę. Dzielnicę. Swojego mistrza. Czasem całą wioskę albo region.

Starszy mężczyzna siedzący obok nas zaczął opowiadać o dawnych mistrzach z Pendżabu niemal jak o bohaterach narodowych. I nagle miałem ogromne skojarzenia z tym, co widziałem wcześniej w innych częściach Azji.

Bo wbrew pozorom Pakistan, Tajlandia, Birma, Mongolia czy Iran mają ze sobą więcej wspólnego, niż wielu ludziom się wydaje.

W Tajlandii Muay Thai też nie jest wyłącznie sportem. Wielu chłopaków z biednych prowincji walczy tam po to, żeby utrzymać rodzinę albo całą wioskę. Przed walką wykonują rytualny taniec wai kru, oddając szacunek nauczycielowi i duchom.

W Birmie tradycyjny boks Lethwei do dziś uchodzi za jedną z najbardziej brutalnych sztuk walki świata. Tam zawodnicy walczą niemal bez ochrony, a dozwolone są nawet uderzenia głową. Ale tam również wojownik reprezentuje coś więcej niż siebie samego. Reprezentuje swoją społeczność.

W Japonii sumo do dziś ma elementy rytuałów religijnych. W Iranie kilkanaście lat temu byłem w jednej z sal gimnastycznych, która była jednocześnie siłownią, a trening odbywał się przy rytmicznych bębnach i poezji sufickiej. W Mongolii zapasy są częścią narodowej tożsamości dawnych nomadów.

Można by długo wymieniać, ale wszędzie mechanizm jest podobny. Walka ma budować człowieka, a nie tylko mięśnie.

Czy kushti ma wymiar religijny? Tak — ale nie wprost. To nie jest „islamski sport walki”, ale przez setki lat bardzo mocno połączył się z lokalnym islamem i sufizmem. W akharach można zobaczyć cytaty religijne, odniesienia do Allaha czy portrety dawnych mistrzów traktowanych niemal jak legendarni wojownicy. I właśnie dlatego oglądając te walki w Lahore miałem momentami wrażenie, że patrzę bardziej na dawny rytuał niż na zwykły trening sportowy.

Najciekawsze jest jednak to, że ten świat nadal istnieje. Obok Instagrama, nowoczesnych SUV-ów, galerii handlowych i smartfonów nadal są miejsca, gdzie młodzi chłopcy uczą się dokładnie tych samych zasad, których uczyli się ich dziadkowie sto lat temu. Przy placu walki , znajduje się siłownia a własciwie takie małe muzeum, w którym pokazano nam dawnych wielkich mistrzów kushti. Patrząc na te stare fotografie i historie człowiek miał wrażenie, że dla wielu ludzi byli oni kimś znacznie więcej niż sportowcami — byli lokalnymi legendami. I właśnie dlatego uwielbiam Pakistan. Bo ten kraj nieustannie rozwala europejskie stereotypy. Dla większości ludzi Pakistan to tylko terroryzm, bieda, konserwatywny islam i chaos. A potem trafiasz wieczorem do błotnej areny gdzieś w Lahore i nagle widzisz świat dawnych wojowników, honoru, dyscypliny i tradycji starszych niż połowa Europy.

I może właśnie po to są takie podróże. Bo w tym świecie dzisiaj można już zobaczyć praktycznie wszystko. Dla naprawdę ciekawych podróżników coraz ważniejsze stają się moment zaskoczenia, autentyczne doświadczenie i właśnie to, czego nie było w planie. Często to, co najcenniejsze w podróży, wydarza się przypadkiem.

Pakistan – Szczegóły i programy wypraw do Pakistanu znajdują się stronach podróży Pakistan Karakorum Highway , Pakistan Północ - Południe , Pakistan Centrum - Południe lub Pakistan Beludżystan. O Pakistanie czytaj w naszych artykułach: Dolina Shigar w Pakistanie, Hunza w Pakistanie, Afganistan granica z Pakistanem Torham, Północny Pakistan – religie

Autor: Łukasz Odzimek