fbpx

ARTYKUL-Z KABULU DO JALALABAD CZ.2

Z Kabulu do Jalalabad i dalej Pakistanu cz. 2/2

Trasą to podróżowałem dwukrotnie, ostatnio w 2015 roku, jednak dziś podróż taką zdecydowanie odradzam ? jest tutaj bardzo niebezpiecznie, gdyż mają tutaj swoje przyczółki Talibowie i Daesh. Warto wiedzieć także, iż o ile dziś – Pakistan stał się dziś krajem bezpiecznym, o tyle Afganistan zmierza ku kolejnej wojnie wszystkich ze wszystkimi.

Jalalabad jest położony nad rzeką Kabul, jest stolicą prowincji Nangarhar. W mieście mieszka około 200 tysięcy osób. To niezwykle dynamiczne miasto, gdzie ulice są pełne kupców a powszechną walutą jest waluta pakistańska, bo sprzedawcy dyktują ceny w rupiach. Na ulicach można wymienić walutę. Tak jak w każdym dużym afgańskim mieście kupimy soki z granatów i innych owoców. Na ulicach Jalalabadu roiło się od przedziwnych starców w wielkich turbanach, z buciorami do kolan, w jasnych afgańskich strojach ?perahantunban?, mężczyzn mających brody spływające niemal na pierś. Gdyby nie telefony komórkowe trudno byłoby się domyśleć, że jestem w 2015 roku. Mimo że ludzie Ci wyglądali nadzwyczaj groźnie, spoglądali na mnie z uśmiechem, byli ciekawi, skąd jestem i po co przyjechałem do ich miasta. Dałem się zaprosić na herbatę i jak to tutaj zwykle bywa od słowa do słowa zostałem zaproszony do domu na nocleg. W końcu Jalalabad to tereny Pasztunów a ich kodeks honorowy Pasztunwali nie pozwala na obojętność wobec przyjezdnego.

O Pasztunach często mówiono mi, iż nie są lubianą grupą za swą arogancję, narcyzm i wywyższanie się. W ich kodeksie honorowym napisano: ?żaden Pasztun na świecie nie uzna nikogo za lepszego od siebie a nawet za równego?. Wielu z Pasztunów ma najgorętszą wiarę ze wszystkich Afgańczyków. Będąc w Jalalabadzie, doświadczyłem sam zakłopotania, kiedy widziałem, z jaką otwartością muzułmanie wznoszą modły do Boga. Często modlitwy odbywały się na głośnej ulicy, wśród kakofonii klaksonów, jednak modlącym Pasztunom nikt w ich dialogu z Bogiem nie przeszkadzał. Nie potrzebowali oni, tak jak chrześcijanie, samotności do modlitwy a przede wszystkim nie czuli zawstydzenia podczas kontaktu z własnym Bogiem. Tereny Pasztunów uważane są za pogrążone w zaściankowości i zacofaniu. Pasztuni nie lubią zmian, innowacji, lubią za to tradycję i zasady, z którymi żyją od lat i jakakolwiek zmiana wywołuje często u nich wewnętrzny sprzeciw. Pasztuni to nie monolit, wśród nich jest wiele plemion zwanych tabar, dzielących się z kolei na rody. Te największe plemiona to Durrani, Ghilzai, Tarin, Barakzai, Sadozai, Popalzai, Afridi, Tarkani, Maszwani. Jednak to tylko ich drobny wycinek, gdyż wszystkich plemion jest około sto.

W Jalalabadzie noc spędziłem w domu Nasira, kupca z targu, właściciela chyba jedynego sklepu z książkami w tym mieście. Nasir wiele lat temu był muzykiem, śpiewał na weselach, jednak za rządów Talibów, podobnie jak wszystkim śpiewającym Afgańczykom, zamknięto mu usta. Zamilkł na lata a kiedy obalono Talibów w 2001 roku, nie umiał już tak pięknie śpiewać, zajął się literaturą i importem książek z Dubaju. Pokazywał mi swoje zdjęcia z wesel i inne ze swoich koncertów, kiedy był jeszcze młody i piękny, nie miał jak dziś długiej siwej brody. Interesowała go Polska i wszystko co z nią związane, chciał wiedzieć, czy można tańczyć na weselu z obcą kobietą i dlaczego ona na to się godzi. Nie byłem w stanie mu tego wyjaśnić. Są to te momenty, które zwie się zderzeniem cywilizacji, a tych tu napotkałem wiele. Nasir nie rozumiał na początku dlaczego przyjechałem do Jalalabadu, jednak kiedy mu wyjaśniłem, iż ciekawią mnie Pasztuni oraz zwyczajne życie Afgańczyków, nie krył się z ogromną sympatią do mnie. Cieszyło go, że jestem ubrany w afgański strój, wzbudzało to w nim zaufanie a nawet, jak mówił, respekt. Powiedział, iż w jego kraju trzeba każdego dnia walczyć o coś, że tutaj nie ma nic a każdy dzień to nowy etap zmagania się z przeciwnościami. Na koniec dodał, iż takie zmaganie z rzeczywistością należy znosić z godnością i życzliwością, trzeba być pokornym i cierpliwym, w innym wypadku życie stanie się katastrofą. Nasir mieszkał w domu ze swoją rodziną. Miał żonę i trzy córki, których nigdy nie widziałem, oraz ojca, który mimo sędziwego wieku całkiem dobrze wyglądał. Z ojcem często przebywał i zawsze uważnie słuchał a to dlatego iż u Pasztunów nieposłuszeństwo wobec ojca należy do zachowań niemal kryminalnych. Dalsza rodzina Nasira mieszkała na pograniczu afgańsko-pakistańskim oraz w dolinach prowincji Wardak. Jak mówił, tam w każdej dolinie mieszkało inne plemię i inny pasztuński ród, bo Afganistan to zlepek wielu dolin, gdzie żyją niezależne od siebie rody będące wspólnotą Afgańczyków.

Dwie godziny drogi za Jalalabadem znajduje się miasto Torham, w którym jest punkt graniczny z Pakistanem. Kilkadziesiąt kilometrów stąd znajduje się Peszawar ? największe pasztuńskie miasto, które w wyniku politycznych zabiegów znalazło się w granicach Pakistanu. W mieście tym byłem kilka lat wcześniej, jego atmosfera przypominała bardziej Afganistan niż Pakistan, było w nim wiele afgańskich uchodźców a praktycznie wszyscy mówili w nim o tym, co się dzieje w Kabulu, nikt nie mówił o Islamabadzie.